Przejdź na stronę główną Interia.pl

Jestem szczęśliwą mamą singielką

Weronika Książkiewicz (29) i ojciec jej dziecka rozstali się. Aktorka nie żałuje tej decyzji. W wywiadzie dla SHOW opowiada o swoim życiu młodej mamy.

SHOW: Ojciec Borysa, Krzysztof, mieszka w Warszawie. Ty z czteromiesięcznym synkiem i rodzicami w Poznaniu. Bolało, gdy media przedstawiały cię jako porzuconą kobietę?

Reklama

Weronika Książkiewicz: - Nie jestem porzuconą kobietą! Jako dojrzała, prawie trzydziestoletnia osoba potrafię doskonale zająć się sobą i Borysem. Rozstałam się z jego ojcem, ale nie jest tak, jak pisano, że uciekłam do mamy. Ja po prostu w Poznaniu jestem u siebie. Moja relacja z Krzysztofem koncentruje się teraz wokół tego, że jesteśmy rodzicami.

Nigdy nie zadomowiłaś się w Warszawie?

- Lubię Warszawę, czasem za nią tęsknię, ale to nigdy nie było moje miasto. Gdy z Warszawy jechałam do Poznania, zawsze mówiłam: "Wracam do domu". I pod tym względem nic się nie zmieniło. Do Warszawy jeździłam jedynie do pracy. Nawet moje warszawskie mieszkanie, od kilku lat nieurządzone, świadczy o moim stosunku do tego miasta.

Kto był z tobą podczas porodu?

- Była ze mną mama. Ze względu na to, ze przeszłam wcześniej operację kręgosłupa, lekarze uznali, że są wskazania do cięcia cesarskiego. Ale ja zdecydowałam się na poród naturalny.

- Nie mogłam mieć znieczulenia. Czułam strach, jak przed wszystkim, co nieznane, ale przede wszystkim wielką ciekawość. Leżałam w szpitalnym łóżku i rozwiązywałam z mamą sudoku. I nagle się zaczęło! Przez chwilę żałowałam decyzji o naturalnym porodzie. Myślałam: "Zobaczyłam, jak to jest, i wystarczy". Teraz znów myślę o tym doświadczeniu pozytywnie.

Co pojawienie się Borysa zmieniło w twoim życiu?

- Wszyscy mi mówili: "Zobaczysz, dziecko zmienia wszystko". A ja myślałam: "Czemu mnie tak straszą? Coś się może zmienić, ale żeby zaraz wszystko?". A teraz sama się pod tym podpisuję. Zaczęłam zwracać uwagę na drobiazgi, choćby na to, by zapinać pasy w samochodzie. Wcześniej tego nie robiłam!

- Bardziej dbam o swoje zdrowie. Muszę być w dobrej formie, by zajmować się małym. Dziś wiem, że zanim pojawił się Borys, byłam egoistką. Teraz to on jest najważniejszy. Tak będzie już zawsze.

Możesz liczyć na pomoc rodziny w opiece nad synkiem?

- Jesteśmy rodziną, która staje jak mur, gdy dzieje się coś ważnego. W Borysie wszyscy się zakochali. Zawsze, gdy ich potrzebuję, mogę liczyć na pomoc i dobrą radę.

Kiedy ostatnio się wyspałaś?

- Marzę o jednej przespanej nocy. Gdy byłam w ciąży, często dzwoniła do mnie Karolina Malinowska (modelka, mama 10-miesięcznego chłopczyka przyp. red.). Radziła mi odpoczywać. "Weronika, wyśpij się!", mówiła. Wtedy nie wiedziałam, o co jej chodzi.

- Dziś żałuję, że nie można wyspać się na zapas. Ale organizm przyzwyczaja się do braku snu.

Masz czas dla siebie?

- Jeśli już spotykam się z moimi przyjaciółkami, Natalią i Klaudyną, to zazwyczaj wieczorami, gdy już położymy dzieci. I co minutę dzwonię wtedy do mamy, pytając, czy mały śpi. Wiem, że powinnam się tego oduczyć, bo na dłuższą metę tak nie można. Muszę też pomyśleć o sobie. Jeśli będę szczęśliwa, to i Borys będzie.

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje