Przejdź na stronę główną Interia.pl

Gotowanie to dowód miłości

Nie potrafi i nie chce iść przez życie, rozpychając się łokciami. Sukces nigdy nie był dla niej najważniejszy. Opowiada nam o swoich pasjach, miłościach i o tym, co jest naprawdę ważne.

Prowadzisz program kulinarny w telewizji. To po prostu praca?

Reklama

- Nie tylko. Są ludzie, którzy pasjonują się muzyką albo malarstwem, mnie fascynuje sztuka kulinarna. Gotuję właściwie non stop. Nie wiem, jak to się dzieje, że rosół już stoi na gazie.

- Gotowanie jest dla mnie alchemicznym procesem zamiany składników w miłość. Do każdej potrawy dodaję kawałek serca.

Tak jak babcia, która wprowadziła cię w magiczny świat?

- Tak, babcia nawet najprostsze rzeczy potrafiła zmieniać w niezwykłe. Z normalnego śniadania tworzyła ucztę królewską. A jej opowieści! Zabawy, które organizowała! Wystarczała chwila i już stawałam się księżniczką na szczycie zamkowej wieży…

Marzyłaś, żeby być księżniczką? I o czym jeszcze?

- O podróżach, o wielkim świecie, czyli o tym wszystkim, co w porównaniu z moim rodzinnym Lubskiem wydawało się niezmierzoną przestrzenią.

Szukałaś przygód?

- Nie. Można mnie było ubrać w białe podkolanówki w czwartek, a w niedzielę nadawały się do pójścia na rodzinną wizytę, bo były wręcz nieskazitelnie czyste. Byłam grzeczną dziewczynką. Myślałam, że nie można inaczej, a zasady są po to, żeby ich przestrzegać.

Nie buntowałaś się? Nawet wtedy, kiedy z powodu przeprowadzki musiałaś zostawić przyjaciół, cały swój świat?

- Miałam 12 lat i dla mnie to było trochę jak jedna z tych podróży, o których marzyłam. Bardzo chciałam wyruszyć w świat, nawet jeśli to miałaby być tylko Zielona Góra. A dzięki babci wierzyłam, że jeśli zechcę, w każdym miejscu mogę osiągnąć to, o czym marzę.

- Ale w snach ciągle wracam do Lubska. To miasteczko jest mi bardzo bliskie.

Jak ukochany miś Stefan? Masz go do dziś?

- Stefan jest w Zielonej Górze, u mojej mamy. Ostatnio, kiedy byłam tam ze smutnego powodu, żeby pożegnać babcię, mama wyjęła go z szafy, żebym mogła się do niego przytulić. Bardzo mnie tym wzruszyła.

Jesteś sentymentalna?

- Czasami… Nie mam wielkich pudeł z listami ani z pamiątkami. Zostawiam sobie tylko parę najważniejszych dla mnie rzeczy. Staram się raczej ograniczać liczbę przedmiotów wokół mnie.

Zawsze byłaś taka uporządkowana?

- Tak. Jestem najstarsza z trójki rodzeństwa, więc trochę matkowałam cztery lata młodszemu bratu i dziesięć lat młodszej siostrze. Musiałam dogotować obiad, nakarmić, przypilnować, żeby odrobili lekcje. Dopiero potem miałam czas dla siebie.

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama