Przejdź na stronę główną Interia.pl

Droga do szczęścia była kręta i wyboista

Miłość i dzieci są jej głównym źródłem dobrej energii. Dzięki nim łatwiej pokonuje wszelkie życiowe zakręty.

Poszukiwanie szczęścia przez Maję Ostaszewską (39) i jej partnera Michała Englerta (36) nie było spacerem po dywanie usłanym różami. Jednak na końcu tej drogi zaświeciło im słońce. Aktorka znalazła swój azyl - miłość, która odmieniła jej życie. Mogła puścić w niepamięć swój wcześniejszy, burzliwy związek z reżyserem Łukaszem Barczykiem (38).

Reklama

Michała Englerta spotkała w 2005 roku podczas festiwalu teatralnego w Sopocie. Był już wtedy singlem, dawno po rozstaniu ze swoją żoną , znaną reżyserką Małgorzatą Szumowską (38), z którą zresztą do dziś oboje się przyjaźnią.

- Zauważyliśmy się na imprezie w SPATiF-ie. Zaczęliśmy tańczyć. O świcie na molo wiedzieliśmy już, że trudno będzie się rozstać. To była eksplozja. Strasznie się zakochałam. Tak szybko i inaczej niż w moich poprzednich związkach potoczyła się ta miłość. No i mamy już dwoje dzieci, kupiliśmy wspólne mieszkanie w starej kamienicy na Mokotowie. Nasze gniazdo zostało uwite - aktorka wspomina te wspaniałe chwile z prawdziwym wzruszeniem.

Ich życie jest barwne, nietuzinkowe, znacznie odbiega od tego, jakie wiedzie wiele młodych kochających się par. Kochają się, ale dają sobie dużo wolności. Pozwalają im na to ich zawody. Pani Maja jest rozchwytywaną aktorką, jej partner - cenionym operatorem filmowym. Kiedyś policzyli, że jedną trzecią roku zdarza im się spędzać poza domem. To dla związku wielkie wyzwanie.

Takie rozstania dla wielu par są próbą uczuć. Dla nich szczególnie trudną, bo doczekali się dwóch pociech: Franciszka (4) i Janinki (2), które są najszczęśliwsze, gdy oboje rodziców mają przy sobie. - Maja uwielbia zajmować się dziećmi, nie przeszkadza jej, że robi to sama. Choć czasem widać, że brak jej sił, czuje się samotna, tęskni, ma chwile słabości. A Michała coraz częściej nie ma w domu. Rozstania są coraz dłuższe - mówi ich znajoma.

Niedawno ukochany aktorki znowu dostał ciekawą propozycję pracy za granicą. Tym razem w fabryce snów, w Los Angeles. Operator pracuje nad międzynarodową produkcją "The Congress". Ten kontrakt jest dla Michała Englerta wielkim zawodowym wyzwaniem, ale jest także próbą dla ich związku, bo oznacza kilkumiesięczną rozłąkę.

Pani Maja znowu musi dzielnie łączyć obowiązki samotnej mamy z pracą w filmie i teatrze. Gotuje, sprząta, zajmuje się dziećmi, a jednocześnie uczy się tekstu sztuki, której premiera przewidywana jest na jesień. Nie ma żalu, że znowu długo nie będzie widziała się z ukochanym - cieszy się, że w ten sposób oboje mogą rozwijać swoje pasje. Jednak płaci za to wysoką cenę.

- Dobrze być osobno i za sobą zatęsknić. Michał, tak jak ja, ma silne poczucie niezależności. Szanujemy naszą wewnętrzną wolność. I wciąż pamiętamy, że nie wolno nam stać się tylko mamą i tatą. Trzeba dbać o namiętność - mówi aktorka.

MR

Świat i Ludzie 21/2011

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje