Przejdź na stronę główną Interia.pl

Do czego ucieka z Warszawy?

Ten obraz cały czas mamy przed naszymi oczami. Kinga Rusin (35) na krótko przed końcem V edycji programu "You Can Dance. Po prostu tańcz" z trudem porusza się, zaciskając z bólu usta.

Wspiera się na ramieniu prowadzącego ją rosłego mężczyzny. Ciężka kontuzja kręgosłupa dopadła ją krótko przed wakacjami. Wiele wskazywało na to, że letnie miesiące dziennikarka będzie zmuszona spędzić przykuta do łóżka. Nic bardziej mylnego…

Mają fenomenalny kontakt

Reklama

Jest ktoś, przy kim wracają jej siły. To rodowity Hiszpan, koń rasy andaluzyjskiej, który wiele lat temu przybył do Polski ze swoim ówczesnym właścicielem, ambasadorem tego kraju. Przybył i został, bowiem zyskał miłość zachwyconej nim dziennikarki, którą szybko odwzajemnił. Trudno mu się zresztą dziwić.

Pani Kinga od 7 lat okazuje mu mnóstwo serca. Stara się być z nim codziennie. Nie tylko razem z nim trenuje, ale również czyści go, pielęgnuje, dba o odpowiednią dietę. Przez większość roku koń jest w Warszawie, ale niedawno właścicielka zafundowała mu krótkie wakacje w Gałkowie na Mazurach w stadninie Ferensteinów. Tutaj można się było przekonać, jak wiele łączyć panią Kingę z jej ukochanym zwierzęciem.

Wkrótce pracowite wakacje w Hiszpanii

"To czysta magia" - opowiada dziennikarka. "Kiedy jestem w siodle, zapominam o wszystkim. Nic innego się dla mnie wtedy nie liczy. Ja i mój koń mamy fenomenalny kontakt. Chwile z nim to dla mnie wielka przyjemność i znakomity relaks. Czuję się tak, jakbyśmy tworzyli jeden organizm. To pewnie tylko czysty zbieg okoliczności, ale ostatnio nawet chorowaliśmy razem: ja miałam problemy z kręgosłupem, on - z nogą".

Wkrótce pani Kinga wybiera się do Jerez, miasta w Hiszpanii słynącego ze znakomitej stadniny koni oraz ze specjalnej barokowej szkoły ujeżdżania. Tam pod okiem fachowców będzie doskonalić swój kunszt. Nie jest więc wykluczone, że za jakiś czas zobaczymy ją wraz z jej Andaluzyjczykiem na pokazie tej rzadkiej w Polsce sztuki.

"Od tej pasji nie ma odwrotu - mówi. - Mogłabym zrezygnować z domu, z samochodu, ale z ukochanego konia nigdy! Dzięki niemu staję na nogi nawet po największych kryzysach".

SP

Życie na gorąco nr 31/2010

Dowiedz się więcej na temat: Kinga Rusin | jazda konna | Hiszpania

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje