Przejdź na stronę główną Interia.pl

Co w życiu mężczyzny jest najważniejsze

Już dawno zdobył ogromną popularność i sympatię widzów. Co więcej – nie brakuje mu szczęścia również w życiu prywatnym.

Wdzięk, miły głos i poczucie humoru - oto cały Maciej Orłoś (52). Sprawdza się świetnie jako prezenter telewizyjny, konferansjer, pisarz, a także jako mąż i ojciec czworga dzieci...

Reklama

Od 1991 roku prowadzi pan "Teleexpress". Nigdy nie znudził się panu ten program?

Maciej Orłoś: - Miałem takie myśli, aby rzucić tę pracę. Pojawiły się one w mojej głowie stosunkowo szybko. Przyszły do mnie po trzech latach. Pomyślałem wtedy, że trzeba zrobić coś innego. I wymyśliłem program, który mógłby być dla mnie pretekstem do tego, aby zrezygnować z "Teleexpressu"...

Ale przecież nigdy pan z niego nie zrezygnował...

- Jeden z dyrektorów powiedział do mnie wtedy coś, co przemówiło do mojej wyobraźni: "Możesz robić inne programy i w nich występować. Jednak pamiętaj! Nie ma żadnej pewności, że będą się one długo utrzymywać na antenie." Tymi słowami ściągnął mnie wtedy skutecznie na ziemię.

I całe szczęście! Ludzie przecież pana uwielbiają! A pan i tak przewrotnie mówi, że nie nadaje się do telewizji! To chyba jednak kokieteria?!

- To nie jest kokieteria. Zdarzały się w telewizji takie sytuacje, w których myślałem, że po prostu zwariuję. Program "na żywo" zawsze bowiem niesie za sobą pewną dawkę adrenaliny i napięcia. Czuję po prostu wielką odpowiedzialność za każde słowo.

I jeszcze dochodzi ta świadomość, że ogląda pana kilka milionów ludzi...

- Cały czas mam świadomość, że program muszę poprowadzić po prostu dobrze. Na szczęście teraz i tak jest mi dużo łatwiej. Lata pracują na moją korzyść, gdyż zdobyte doświadczenie bardzo mi pomaga.

Pamięta pan jak zarobił swoje pierwsze pieniądze?

- Zarobiłem je w dubbingu. Biegałem tam już jako uczeń podstawówki. Za pierwsze wynagrodzenie kupiłem sobie składany rower. Po studiach zarabiałem już jako aktor. Zagrałem w filmie i miałem nawet etat w teatrze.

Teraz zarabia pan też pisaniem książek! Mam rozumieć, że poszedł pan w ślady ojca?

- Mój ojciec jest pisarzem z krwi i kości. Człowiekiem, który całe swoje życie poświęcił pisaniu. To jest jego główne zajęcie. Natomiast ja jestem tylko autorem kilku książek.

I właśnie wydaje pan kolejną.

- To będzie książka "Kuba i Mela dodaj do znajomych" z ilustracjami fenomenalnego Henryka Sawki. To jest zbiór opowiadań, którego narratorami są moje dzieci.

Pana dzieci po raz kolejny stały się inspiracją do stworzenia książki. Musi mieć pan z nimi wspaniały kontakt! Czy w pana domu są jakieś tematy tabu?

- Mój kontakt z dziećmi jest standardowy. Niestety, nie jestem z nimi 24 godziny na dobę. Ale i tak dużo wiem o ich życiu, bacznie je obserwuję i faktycznie rozmawiam z nimi jak najwięcej. Staram się mieć z nimi taki kontakt, jaki rodzic powinien mieć z dziećmi. Natomiast jeżeli chodzi o tematy tabu, to raczej ich nie ma. Jeżeli tylko się jakieś pojawiają, to od razu staramy się je likwidować.

Jest pan ojcem trójki wspaniałych synów. Odbywał pan z nimi tzw. męskie rozmowy?

- Zdarzało się to w przeszłości, ale coś mi się wydaje, że zawsze byłem z tym spóźniony. Teraz na szczęście są bardzo dobre książki dotyczące tych spraw.

A jak w takim razie wygląda pański kontakt z córką?

- Z córką mam trochę inne relacje niż z chłopakami. Nie oznacza to jednak, że ją faworyzuję i pozwalam na wszystko! Oj, Melania ma swój charakterek!

Bardziej przypomina mamusię czy tatusia?

- Najtrudniej mówić o rzeczach, które są nam najbliższe. Wydaje mi się, że jednak jest bardziej podobna do mamy. Ma taki sam twardy charakter. Poza tym jest po mamie bardzo umuzykalniona i chodzi nawet do szkoły muzycznej.

A najmłodszy z chłopców?

- Kuba chodzi do podstawówki. Razem z siostrą uczęszczają do szkoły, która jest wymagająca, ale dzięki temu bardzo dobra. I najistotniejsze, że uwielbiają do niej chodzić.

W takim razie proszę opowiedzieć mi coś o drugim synu!

- Antek ma 21 lat i jest perkusistą w zespole. Właśnie pracują nad swoją pierwszą płytą. Nagrali już nawet teledysk. To naprawdę mocne granie. Wzorują się na takich zespołach jak chociażby Led Zeppelin czy White Stripes. Grają razem już od pięciu lat. Bardzo go podziwiam. Cieszę się, że odnalazł swoją pasję.

No to teraz musi pan opowiedzieć coś o najstarszym synu.

- Rafał studiuje na Uniwersytecie Śląskim. Wybrał sobie kierunek produkcja filmowo-telewizyjna. Już pracuje przy polsatowskich programach "Must be the music" i "Got to Dance". Nie może narzekać na brak pracy.

To jakim ojcem jest dla tej czwórki Maciej Orłoś?

- Wspaniałym! A tak na poważnie to uważam, że jestem poprawnym ojcem. Staram się być konsekwentny, jednak niestety nie zawsze mi to wychodzi. Próbuję być stanowczy, ale czasami za szybko mięknę i na zbyt wiele im pozwalam. Zdarza się też, że zbyt szybko się denerwuję. Jednak zawsze dla wszystkich moich dzieci znajduję czas - a to chyba najważniejsze.

Skoro wiemy już jakim ojcem jest Maciej Orłoś, to pozostaje jeszcze zapytać - jakim jest mężem?

- Świetnym! A w każdym razie... staram się. Każdy chciałby być ideałem, ale to jest przecież takie trudne do osiągnięcia. Ważne jest jednak, aby do niego dążyć!

Panie Macieju, proszę powiedzieć co w takim razie jest teraz dla pana najważniejsze w życiu?

- Zdaję sobie sprawę, że to zabrzmi nad wyraz banalnie. Ale... jakby na to nie patrzeć - zdrowie jest jednak najważniejsze. Poza tym pragnę, aby moje dzieci były szczęśliwe. Chcę im zapewnić jak najlepszy start. To jest dla mnie mój osobisty priorytet.

Alicja Dopierała

Świat i Ludzie 21/2012

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje