Przejdź na stronę główną Interia.pl

Cienki Bolek nie tak cienki

Jest niepodrabialny. Jego głos, mimika, poczucie humoru. Rozśmiesza nas, czasem irytuje, ale jako satyryk ma do tego prawo.

Wydaje się, że nie ma rzeczy, której Stefan Friedmann (69) nie potrafiłby zrobić. Gra w teatrze, występuje w filmach, nagrywa programy radiowe, organizuje kabarety i opowiada dowcipy. A na dodatek śpiewa i pisze felietony w prasie. W każdej z tych dziedzin umie stworzyć niepowtarzalnego bohatera: trochę cwaniaka, trochę fajtłapę, którego nie można nie lubić. Ma w sobie mnóstwo pozytywnej energii i życzliwości do ludzi. A gdy już naprawdę doskwiera mu szara rzeczywistość... bierze lornetkę i podgląda ptaki.

Reklama

Jak to się stało, że został pan mistrzem rozśmieszania?

Stefan Friedmann: Swoje poczucie humoru wyssałem z mlekiem... ojca.

Panie Stefanie, interesują mnie bliższe szczegóły tego wydarzenia…

- Po prosu zamiłowanie do żartów zawdzięczam ojcu. Był człowiekiem o wielkim poczuciu humoru. Kiedyś w szkole dostałem uwagę do dzienniczka: "Stefan jadł na lekcji". Dałem tacie do podpisu. Kiedy wręczyłem dzienniczek nauczycielce zrobiła się czerwona. Okazało się, że tatuś umieścił pod uwagą komentarz: "Bo był głodny".

No to rzeczywiście, w takich warunkach nie mógł pan wyrosnąć na porządnego hydraulika. A jak to było ze szkołą?

- Oj było, było... Pamiętam jak dziś, kiedy profesor Jan Świderski poprosił mnie o powiedzenie czegoś wesołego. Niewiele myśląc powiedziałem: Wesołego Alleluja! No i się nie dostałem.

Ale podobno był pan bliski zostania artystą malarzem?

- Kiedyś nieomal dostałem się na Akademię Sztuk Pięknych. Jednak nie żałuję, że się nie udało. Moim prawdziwym powołaniem jest aktorstwo.

Gdzie można pana oglądać?

- Od dłuższego już czasu pracuję w teatrze Bajka. Gram tam i reżyseruję. Zrobiłem dwie sztuki, farsy angielskie. Jedna to "Dzikie żądze", jest grana już od trzech lat. Druga to "Zamknij oczy i myśl o Anglii". Ten tytuł to słowa królowej Anglii, Wiktorii, wypowiedziane na pytanie córki, co ma robić w czasie nocy poślubnej.

A estrada? Co robi teraz Cienki Bolek?

- No tak, ta piosenka odbija mi się tam gdzieś ciągle… cienkim Bolkiem. Właśnie dlatego postanowiłem zorganizować kabaret. Piszę do niego scenariusz, reżyseruję i pewnie też w nim wystąpię. Będzie nawiązywał do starych dobrych tradycji polskiego kabaretu literackiego. Występ będzie w hali widowiskowo-sportowej w Gdańsku-Oliwie.

Kto będzie grał?

- Zbyszek Zamachowski, Wojtek Malajkat, Marian Opania, Wiktor Zborowski, Maciej Stuhr, Andrzej Grabowski i Tomek Karolak. Wymieniam facetów na początku... Trochę nieelegancko, ale to dlatego, że jest ich więcej. Płeć piękną reprezentować będą: Ewa Kasprzyk, Edyta Olszówka i Olga Borys. Będzie też prawdopodobnie Borys Szyc z niewielkim recitalem.

Sprawdza się pan także jako pisarz, który bez litości wyśmiewa w swoich tekstach paradoksy naszego życia.

- Pisze człowiek ambitnie, a tu przychodzi prostak i wszystko rozumie. To jest ewidentna bezczelność!

Jak pan więc radzi sobie z popularnością, która potrafi być chyba naprawdę męcząca?

- Jestem rozpoznawany. To miłe. Ale najbardziej widzowie zapamiętali mnie chyba z serialu "Na kłopoty Bednarski". Kiedy ostatnio grałem mecz w barwach Reprezentacji Artystów Polskich w piłce nożnej, publiczność cały czas krzyczała: Bednarski gola!

Jest pan człowiekiem wielu talentów i nie usiedzi pan na miejscu. Gdy jednak przychodzi czas odpoczynku... jak pan się wtedy relaksuje?

- Jestem domatorem. Wieczorem siadam na tarasie osłoniętym drzewami z lampką wina w ręku albo lornetką kupioną na bazarze od Rosjan i obserwuję ptaki. Zapisuję w specjalnym notesie, kiedy i które z nich pojawiają się w mojej okolicy.

Michał Wichowski

Świat i Ludzie 46/2010

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje