Nie filozofować, tylko mniej ż(..), a (...) nie będzie rosła
Pokaż:
- chronologicznie
- drzewko
Sortuj:
- od najstarszych
- od najnowszych
Ćwiczę i... nic?! (57)
Przeczytaj artykuł, którego dotyczy ten temat-
08.03.2011 (21:19)
-
08.03.2011 (21:49)
-
08.03.2011 (21:56)# do fanka fitnesu
Jeżeli uważasz, że głodówki są zdrowie to pozdrawiam z tego miejsca, spadłem prawie z krzesła. "chodziłam na siłownie, biegałam" jeżeli nabierałaś na wadze to nabierałaś mięśni = mięsień jest cięższy od tłuszczu, a co za tym idzie twoja sylwetka poprawiała się. Waga nie koniecznie jest wyznacznikiem, a jeżeli nie zauważałaś rezultatów to cały błąd tkwił w diecie, bo co nam z tego że biegamy i uczęszczamy na siłownie jeżeli nie dostarczymy swojemu organizmowi potrzebnych składników, lub też zaśmiecając swój organizm fastFoodami ? Fakt jest dużo prawdy w poście który napisałaś lecz, widać w nim jak sporo wiedzy na ten temat ci brakuje - nie wprowadzaj osób trzecich w błąd. Pozdrawiam -
08.03.2011 (22:03)nie jest warzne ile jest na wadze tylko ja sie wyglada w lustrze a napewno lepiej zamienic tluszcz na miesni niz ciagac posladki po podlodze
-
08.03.2011 (22:04)Zasada jest jedna prost i skuteczna. Ograniczenie jedzenia na stałe. Odchudzanie się na maxa i krótkotrwale jest bez sensu, chyba że ma na celu zrobienie się na wesele.
-
08.03.2011 (22:26)
-
08.03.2011 (22:36)Faktem jest, że najpierw przybiera się na wadze, bo rozwijają się mięśnie, które są cięższe od tłuszczu. Dopiero z czasem zaczynamy spalać tłuszcz. Osoby ćwiczące nie powinny patrzeć na wagę, ale np. na obwody - w pasie czy w biodrach. Ćwiczyć trzeba naprawdę wytrwale i ciągle, bo inaczej efekt szybko znika.
-
08.03.2011 (22:46)Głównym błędem jest patrzenie na ten temat przez pryzmat kilogramów. Waga się zawsze będzie wahała. Jest wiele czynników wpływających na takie wahania. Jeżeli ma się dobrą i zbilansowaną dietę, dopasowaną do treningu, to nie ma problemów. Pamiętajcie: Nie tylko treningi i litry potu się liczą! Podstawą jest dieta. Treningi powinny być modyfikowane co kilka tygodni, ponieważ organizm przyzwyczaja się do naszego trybu życia.
Życzę wszystkim wytrwałości w dążeniu do wyznaczonych celów. -
08.03.2011 (23:00)
-
08.03.2011 (23:18)~Kubuś Puchatektrza po prostu mniej żreć!!!!!!zgadza sie, tym sposobem schudlem 20kg w 3 miechy... jadlem bardzo malo tylo zeby zabic glod... powodzenia
-
08.03.2011 (23:23)ja mam 40 lat jem co chcę i wciąż ważę 80 kg przy 184 wzrostu tacy tez są, kurna może takich jak ja trzeba przebadać i by coś innym pomogło, ta ta wiem powiecie ,że mam raka
-
09.03.2011 (00:02)Ćwiczyłam intensywnie pod okiem profesjonalnych instruktorów przez 1,5 roku, 5 razy w tygodniu po 2,5 h, waga nie drgnęła. Przestałam, nadal ważę tyle samo i wyglądam tak samo. Tyle.
-
09.03.2011 (00:20)~grażkaĆwiczyłam intensywnie pod okiem profesjonalnych instruktorów przez 1,5 roku, 5 razy w tygodniu po 2,5 h, waga nie drgnęła. Przestałam, nadal ważę tyle samo i wyglądam tak samo. Tyle.jak sie po tym wraca do domu i wpierdala jak kazdy to pozdro
-
09.03.2011 (01:23)~mariowiele z tego artykulu nie wynika,ale to dlatego ze do dzis niekt nie znalazl cudownego sposobu na chudniecie....
sam cwicze po 1,5 godziny dziennie i nie zrzucilem kilograma od roku!
ponoc za duzo jem,ale nie dla mnie diety o listku salaty ,wiec...!? -
09.03.2011 (12:51)Wypraktykowane: ćwiczcie późno wieczorem - niedługo przed spaniem. Zanim dopadnie was jakiś głód już będziecie zasypiać. Najlepiej dojść do pewnej optymalnej codziennej dawki truchtu Powiedzmy 2-3 może 4 km. Ale codziennie. Tempo 6minut-7,5minut na każdy km - zależy kto i jak długie ma nogi. Od startu programu możecie biegać co 3 dzień, potem (po jakichś 2 tygodniach) co 2 dzień, a potem zagęszczać do 4dni w tyg, 5 dni w tyg, aż powoli, spokojnie dojdziecie do małego dystansu CODZIENNIE. W dniach przerwy od biegania kładziecie się wieczorem pleckami na twardej podłodze, nóżki do góry i robicie "rowerek". Np 3 "serie" po 5 minut. Chodzi o to, aby wasze mięśnie nóg/brzucha/rąk codziennie trochę popracowały. Robicie to WIECZOREM - tak aby nie zdążył dopaść was głód. Efekt jest taki, że rano nie budzicie się głodni i taki, że codziennie - również na wiele godzin dnia następnego - macie porządnie podniesiony metabolizm. Powtarzam - CODZIENNIE. Darujcie sobie "chodzenie", bo od tego rośnie brzuch - organizm buduje "przeciwwagę" (chodzenie to "padanie do przodu") - to jego naturalne przystosowanie do tego rodzaju wysiłku. Darujcie sobie rower czy rolki bo od tego tylko nabijacie biodra. Basen wyciąga z człowieka energię, ale niestety również deformuje sylwetkę. Popatrzcie na sylwetyki pływaków/pływaczek i na sylwetki biegaczy/biegaczek. Ponadto basen to wchłanianie, przez śluzówkę i skórę, chemii która znajduje się w wodzie. Naturalnym sportem człowieka jest bieg. Człowiek wyewoluował kilkadziesiąt tysięcy lat temu do tego właśnie rodzaju wysiłku. Mało kto wie, że pierwszą strategią polowania było właśnie "zabieganie" zwierzyny na śmierć. PS: gdyby był problem z wdrażaniem się od początku, od 2 km, to nie przejmucie się. Zacznijcie od marszobiegu. 500m biegu, 1000m marszu dla uspokojenia, znowu 500m marszu, znowu 1000m marszu i na koniec znowu 500m biegu. Po kilku takich sesjach spokojnie któregoś dnia zrobicie całe 2km biegu. I BĘDZIECIE Z SIEBIE DUMNE/DUMNI :-) PS2: nie ma się co nad sobą litować, że jest zimno, zima. Po śliskim i na mrozie też da się biegać. Tylko wolniej i ostrożniej. Z nogami bardziej podnoszonymi do góry (jak baletnica na paluszkach ;-) zamist do przodu. Ja tej zimy biegałem przy minus 20. Trzeba się tylko dobrze ubrać. PS3: przed i po bieganiu - rozciągnijcie mięsnie i ścięgna oraz "rozkręćcie" stawy. PZDR
-
26.04.2011 (13:27)Gdy w czasie deszczu biegam na maszynie w siłowni, widzę czasem grubasa co z kąta gapi się. Po chwili wchodzi na maszynę obok, podgląda moją prędkość, często tylko 8km/h, ustawia sobie 8.5 km/h i rusza. Widzę że po pięciu minutach jedzie na ostatnim tlenie, po dziesięciu koniec. Ja kończę moje 1.5 godziny biegu, rozciągam się chwilę, biorę prysznic i wychodzę. Po przeciwnej stronie widzę grubasa w pizzerii który kończy dużą pizzę i drugą litrową colę. Rozmawia przez telefon. Domyślam się, że mówi: ĆWICZĘ, ĆWICZĘ I.... NIC.
-
07.02 (06:20)~MarekWypraktykowane: ćwiczcie późno wieczorem - niedługo przed spaniem. Zanim dopadnie was jakiś głód już będziecie zasypiać. Najlepiej dojść do pewnej optymalnej codziennej dawki truchtu Powiedzmy 2-3 może 4 km. Ale codziennie. Tempo 6minut-7,5minut na każdy km - zależy kto i jak długie ma nogi. Od startu programu możecie biegać co 3 dzień, potem (po jakichś 2 tygodniach) co 2 dzień, a potem zagęszczać do 4dni w tyg, 5 dni w tyg, aż powoli, spokojnie dojdziecie do małego dystansu CODZIENNIE. W dniach przerwy od biegania kładziecie się wieczorem pleckami na twardej podłodze, nóżki do góry i robicie "rowerek". Np 3 "serie" po 5 minut. Chodzi o to, aby wasze mięśnie nóg/brzucha/rąk codziennie trochę popracowały. Robicie to WIECZOREM - tak aby nie zdążył dopaść was głód. Efekt jest taki, że rano nie budzicie się głodni i taki, że codziennie - również na wiele godzin dnia następnego - macie porządnie podniesiony metabolizm. Powtarzam - CODZIENNIE. Darujcie sobie "chodzenie", bo od tego rośnie brzuch - organizm buduje "przeciwwagę" (chodzenie to "padanie do przodu") - to jego naturalne przystosowanie do tego rodzaju wysiłku. Darujcie sobie rower czy rolki bo od tego tylko nabijacie biodra. Basen wyciąga z człowieka energię, ale niestety również deformuje sylwetkę. Popatrzcie na sylwetyki pływaków/pływaczek i na sylwetki biegaczy/biegaczek. Ponadto basen to wchłanianie, przez śluzówkę i skórę, chemii która znajduje się w wodzie. Naturalnym sportem człowieka jest bieg. Człowiek wyewoluował kilkadziesiąt tysięcy lat temu do tego właśnie rodzaju wysiłku. Mało kto wie, że pierwszą strategią polowania było właśnie "zabieganie" zwierzyny na śmierć. PS: gdyby był problem z wdrażaniem się od początku, od 2 km, to nie przejmucie się. Zacznijcie od marszobiegu. 500m biegu, 1000m marszu dla uspokojenia, znowu 500m marszu, znowu 1000m marszu i na koniec znowu 500m biegu. Po kilku takich sesjach spokojnie któregoś dnia zrobicie całe 2km biegu. I BĘDZIECIE Z SIEBIE DUMNE/DUMNI :-) PS2: nie ma się co nad sobą litować, że jest zimno, zima. Po śliskim i na mrozie też da się biegać. Tylko wolniej i ostrożniej. Z nogami bardziej podnoszonymi do góry (jak baletnica na paluszkach ;-) zamist do przodu. Ja tej zimy biegałem przy minus 20. Trzeba się tylko dobrze ubrać. PS3: przed i po bieganiu - rozciągnijcie mięsnie i ścięgna oraz "rozkręćcie" stawy. PZDRZgadzam się z Tobą, ja biegam codziennie od 3 miesięcy po 40 min, plus trening siłowy. Na wadzę mało poszło bo 7 kg ale za to w obwodzie sporo: 9cm w biodrach, w talli 12cm :)
