audrey3No tak i dlatego chowa dziecko pod sterta gruzu, lisci i kamieni.olesia-może zastąpisz jej adwokata??, dobrze ci idzie....GoyaaW ten sposób tłumaczę sobie tą całą szopkę z porwaniem...: wina lezy głębiej, ja myslę....ja wiem! że psychologowie, psychiatrzy policyjni dojadą so sedna sprawy, dojdą do przyczyn tej tragedii....młoda dziewuszka, aktywnie działająca katoliczka, pochodzaca z dysfunkcyjnej rodziny....Bartek...zakochanie...plany na przyszłość...nagle - nieplanowana ciąża....nie wierzę, ze nie obyło się wówczas bez wyrzutów ze strony ich rodzin, wypominek, awantur itp....dziewczyna czuje się winna(no bo nie chłop - standard)....pierwsze wwyrzuty sumienia, o to ze marnuje im życie, pytaniea co ze studiami, co z pracą, mieszkaniem etc....stres, płacz, strach, niedojrzałość obojga do bycia rodzicami...uczucie gdzieś zanika ustępując miejsca obwinianiu...narasta żal wzajemny, poczucie straconej młodości...tłamsi ją piętno zawiedzionych nadziei rodziców obojga...stres...przedwczesny poród...strach o dziecko, obwinianie się o problemy zdrowotne dziecka...MIESZKANIE Z TEŚCIAMI!! matka i dziecko pod czujnych okiem teściowej, która wie lepiej...jak trzymać, jak karmić itp. matka nie czuję się w pełni akceptowalna, nie czuje sie wystraczająco dobra, madra, kompetentna...nie ma wsparcia w swoich rodzicach, w matce....samotna...mąż gdzies obok....nie do końca czuje się głową rodziny...dla niego niewiele się zmieniło...mieszka z rodzicami, przy mamusi, jest gdzies obok tego wszystkiego....u Kasi zaczyna się depresja...kłótnie z teściami, frustracja narasta, może słyszy wypominki teściów, moze dają jej odczuć, ze powinna być im wdzięczna, że przyjęli ją, że zgodzili się na śłub cywilny, może uderzają w jej rodzinę, co sprawia jej bół....jest sam w domu, dziecko upada - ratuje je, ono umiera....strach jakiego nigdy nie cuzła, świadomość, ze straci wszystko, męża, rodzinę, boi się ich krzyków, ich wyzwisk.....zachowuje sie jak spłoszone zwierzę, które musi ratować swoje życie.....dla większości to irracjonalne zachowanie, ale niestety stało się....współczuje jej...Nie mam dzieci, ale nawet jakby moje dziecko było martwe to bym go tak nie potraktowała, nie wspominam innych rzeczy, bo nie byłam w jej skórze, i trudno mi powiedzieć jaka była sytuacja. Chciałabym wierzyć, że coś ją do tego pchnęło... ale... no nie da się :/