Byłam ofiarą przemocy psychicznej i fizycznej w związku. Do tej pory dzieliłam się swoimi doświadczeniami tylko na jednym forum, lecz tam temat został przemilczany. W związku z tym przenoszę go tutaj, gdzie być może skorzysta ktoś, kto ma podobny problem jak miałam ja.
Pokaż:
- chronologicznie
- drzewko
Sortuj:
- od najstarszych
- od najnowszych
Przemoc i bezsilność (10)
-
29.01 (14:46)
-
29.01 (14:47)Kobieta, która doświadcza przemocy i nie potrafi odejść po pierwsze jest zastraszona, bo groził, że zrobi to i tamto jej, jej rodzinie itd. jeśli odejdzie od niego, więc się boi i ma powody, bo już pokazał co potrafi. Policja jest bardzo nieskutecznym organem i wiele kobiet nie może liczyć na ich pomoc zupełnie. Często nazywane są histeryczkami, które przejaskrawiają. Męska solidarność? Byc może. Żony policjantów z mojego miasta też są bite.
Poza tym każda taka sprawa to mnóstwo papierkowej roboty. Sama widziałam piętrzące się teczki, całe stosy teczek na biurku i na podłodze, a policjant powiedział mi:"To wszystko są takie sprawy". Byłam w szoku.
Po drugie - ofiary przemocy są zmanipulowane przez mężczyzn na długo przed tym jak facet pierwszy raz podniesie rękę. Są kobiety, które mają wystarczającą samoocenę i pewność siebie, żeby odejść od razu, a są takie, które nie czują, że mają wpływ na swoje życie, bo pozwoliły, żeby ktoś wcześniej przejął stery.
Takim kobietom najpierw trzeba pokazać, że mają możliwość decydowania o swoim życiu, nie powiedzieć, bo nie uwierzą, tylko wprowadzić je w taką sytuację, w której zrobią coś i to się uda, coś osiągną, nawet coś małego, ale własnymi siłami i to przywróci im wiarę w to, że potrafią.
Po trzecie - niektóre kobiety nie mają dokąd odejść, tym bardziej kiedy jest dziecko, boją się tego, nie mają na dzień dzisiejszy żadnych środków do życia, a inaczej jest kiedy kobieta ma zapewniony dach nad głową gdzie inadziej i choć jedzenie. Resztę można zalatwić, ale wiadomo... biurokracja. Zanim sąd przyzna alimenty, zanim wyda papier, żeby dostała pieniądze jeszcze przed przyznaniem alimentów, zanim prawnik zawalony pismami napisze pozew itd. itd.
Po czwarte - uzależnienie emocjonalne od partnera i wiara w to, że on się zmieni. Można nazywać to naiwnością, ale czasem naprawdę nie chce się odpuścić, zwłaszcza kiedy weszło się w związek mając nadzieję, że oto zmieni się całe życie, oto jest mężczyzna, dzięki któremu to się stanie lub przy którym to się stanie, jest pragnienie ułożenia sobie życia, wielkie oczekiwania i trudno jest się pogodzić z tym, że to wszystko szlag trafił. Kobieta nie dopuszcza do siebie tej myśli i liczy na to, że upór zostanie wynagrodzony, że zdobędzie szczęście na siłę, wytrwałością.
-
29.01 (14:48)Byłam w związku, w którym doświadczałam przemocy. Byłam bita i upokarzana przez jakieś dwa lata, a są kobiety krzywdzone w ten sposób przez całe życie. Wiem na czym polega cały ten cholerny mechanizm bycia z takim facetem. Krok po kroku, niepostrzeżenie kobieta robi się zaszczuta i dzieje się to tak, że nawet tego często nie zauważa. Poza tym cholerny wstyd i obawa przed opinią innych, że jest się głupim, że ma się to na co się zasłużyło. I jeszcze coś - nie ma nikogo, kto by chciał pomóc. Ludzie się odrwracają widząc patologię jakby w obawie, że jest zaraźliwa. Kobieta też się odrwaca, bo się wstydzi. Strach przed przyznaniem się rodzicom - żeby nie cierpieli. Coraz mniej inicjatywy. A jeszcze kiedy widzi się działanie orgsanów władzy to pojawia się totalna bezsilność i beznadzieja.
Ja ją rozumiem, staram się jej pomóc, bo wiem jak to jest, ale ona sobie nie da pomóc. nie toleruję jej sposobu życia, ale przymykam oczy na jej "prowadzenie się".
Wiecie co, dopiero kiedy ja uporałam się z tym problemem, dopiero kiedy się z tego uwolniłam, okazało się, że kobiet bitych jest więcej i to wcale nie pokroju powyższej koleżanki, ale dziewczyny naprawdę z klasą, żaden margines, ale takie rzeczy dzieją się nie tylko tam gdzie jest pijaństwo i bieda, rozbite rodziny i kryminał. Co więcej, znam je nie od dawna i po prostu nie wiedziałam, że też przez to przeszły.
Poznałam niejedną historię i byłam zszokowana, ale każdej z nas udało sie wydostać z tej matni i mamy nowe życie.
-
29.01 (14:50)Teraz coś z mojego życia, o policji (będę pisała w osobie trzeciej, bo to już nie moje życie, nawet często czuję się tak, jakbym to nie ja tego doświadczyła, ale tak właśnie było):
Kobieta jest bita na ulicy, nikt oczywiście nie reaguje, bo po co się wpier... między wódkę z zakąskę, nie?, wybiega na jezdnię, zatrzymuje radiowóz. Dzielny policjant zasłania ją własnym ciałem, a potem mówi, żeby podeszła na komisariat złożyć zeznania, bo oni teraz wiozą kogoś na dołek i nie mogą się tym zająć, po czym policjanci wsiadają do radiowozu i zostawiają kobietę z typem, który ją bił. Zgadnijcie czy doszła spokojnie na komistariat, czy wogóle tam trafiła?
Kobieta jest szarpana za włosy 15 metrów od radiowozu stojącego na poboczu i dwóch policjantów stojących obok niego. Słychać wyzwiska i takie tam, tłumione krzyki. Mija 20 minut, traci trochę włosów i trochę radości życia na przyszłość, zanim któryś z nich zainteresuje się i podejdzie, przytrzyma pana, żeby ona mogła uciec. Tyle. Żadnej notatki, żadnych zeznań, po prostu dajemy ci chwilę zajączku na rozpędzenie się, a potem puszczamy za tobą ogara. Może zdążysz dobiec do domu.
Ze stacji benzynowej zabiera kobietę radiowóz. Przez całą drogę pan policjant daje wykład i jeszcze mówi wprost:"Jedno warte drugiego", a kobieta zastanawia się jakim prawem buc, którego żona chodzi w ciemnych okularach po osiedlu śmie ją obrażać.
-
29.01 (14:51)Innym razem panowie policjanci mają niezły ubaw, kiedy kobieta siedzi w radiowozie, a jej kat stoi przy nim i obrzuca ją wyzwiskami. Oni zamiast kazać mu odejść czy ruszyć autem, stoją z otwartymi drzwiami i słuchają co to dalej będzie. Potem mówią temu panu, że ona jest panem znudzona, znajdź sobie pan inną, ona pana punktuje... a nawet - ona chce pana zabić !!! I to najlepsze:"Takich chłopaków nam w policji trzeba, czegoś pan nie wstąpił, kawał chłopa z pana, nadawałbyś się." A do kobiety że histeria itd., ale gdyby coś się jeszcze działo to dzwonić. Odwożą do domu. Jakiś czas później kobieta dzwoni i zgłasza wtargnięcie pijanego kata do mieszkania. Przychodzą, wyprowadzają i mówią, co nieraz już słyszała, że następnym razem będzie mandat za nieuzasadnione wezwanie policji!!!
Razu pewnego chciano kobietę nawet na dołek zabrać, bo ktoś ją bił, a ona nie wzywała pomocy szeptem.
Takich przypadków było mnóstwo. Gdzie kobieta ma szukać pomocy? A w zasadzie to jeszcze bardziej dziewczyna, niż kobieta. W końcu sama sobie pomogła. Nigdy nie zapomni swojego bokserskiego haka z prawej pięści, którego nie powstydziłby sie Adamek i zadziwionej miny przeciwnika, że ofiara ośmieliła się spróbować być katem.
Policja nie chciała przyjeżdżać? To kobieta zaczęła przychodzić na policję. W końcu udało się i powiedzieli panu wprost: "Raz jeszcze i proszę pana będzie sprawa w sądzie." Skończyło się, bo pan miał zawiasy z pobicie i nie chciał ryzykować. Ale jest wiele przypadków, kiedy się nie kończy. Facet trafia do wiżeienia, wychodzi i bije dalej. Mam znajomą, która dosłownie telepała się kiedy jej mąż miał wyjść z więzienia. Chodziła blada i przerażona. Sprawa rozwodowa była w toku, ona przeprowadziła się do rodziny, ale wiedziała, że on ją znajdzie.
Sąsiadka wyjechała za granicę i tam związała się z facetem, przez którego straciła dziecko, przez jakiś czas jechała na lekach, ale już po pierwszym razie, kiedy ją uderzył, zaczęła organizować rozwód.
Tak więc znam cały ten mechanizm. Na policję liczyć nie można. Myślałam, że w moim przypadku tylko jedno da się zrobić - skołować kasę i zniknąć, ale trudno zdobyć tyle pieniędzy, żeby móc wyjechać do innego miasta i zacząć ot tak nowe życie, od zera.
Teraz mam nowe życie tutaj, poszłam do szkoły, wyszłam do ludzi.
Do dziś poznaję kobiety, które przeszły to co ja. Nawet miesiąc temu, jak poszłam z koleżankami na piwo, to jedna opowiadała jak była zamykana w domu, a druga jak rzucał nią po ścianach i właśnie wrócił z zagranicy po kilku latach i chce porozmawiać.
-
29.01 (14:51)Ja się cieszę, że jest mi z tym teraz łatwo, że wybaczyłam, choć nieczęsto o tym mówię, bo nie jest to temat, o którym się rozmawia za każdym razem przy kawie i który się wiecznie roztrząsa, ale kto by żył z tym jeśli nie ja? Wybaczyłam i mam w sobie spokój. Gdybym nie wybaczyła, to gryzłoby mnie to, żyłabym z tym bólem, upokorzeniem i nienawiścią nawet, może pragnieniem zemsty nadal. Nie ten kto mnie skrzywdził, tylko ja bym z tym została.
W wybaczeniu nie ma nic złego - to przynosi ulgę nam, to oznacza, że my sobie z tym poradziliśmy, a nie że usprawiedliwiamy zło, które ktoś wyrządził.
Nie usprawiedliwiam go, ale wiem, że agresja rodzi się ze strachu, że meżczyzna, który podnosi rękę na kobietę największy problem ma sam ze sobą, a to dla niego największa kara.
-
29.01 (14:53)Przepraszam, że dodaję swoją historię w kilku postach, ale niestety jest ograniczenie znaków i musiałam swoją wypowiedź podzielić na części.
-
30.01 (14:35)
-
31.01 (12:38)Ja również byłam ofiarą - nie potrafiłam patrzeć na siebie w lusterku, szkoda mi było moich dzieci, że muszą "żyć" w tym wszystkim. W końcu po dwóch latach jakimś cudem udało mi się w końcu odejść. Dziś odpoczywam - odpoczywam - jestem szczęśliwa.
-
08.02 (09:09)Ja także byłam ofiarą przemocy psychicznej. Fizyczna, owszem, zdarzała się czasami w postaci szarpaniny, popchnięcia. Ale psychiczne znęcanie się nad kobietą jest o wiele gorsze. A jeszcze gorszy jest fakt, że na początku jest zawsze pięknie i cudownie, facet przychodzi z różą w zębach, aż nadchodzi taki moment, że nie zauważa się, kiedy została przekroczona pewna granica. Ciągłe awantury, wyzwiska, obrażanie się, ignorancja doprowadziły do tego, że w wieku dwudziestukilku lat byłam na skraju załamania nerwowego, nienawidziłam siebie, nie mogłam na siebie patrzeć w lustrze. Czasami sobie myślę, że ta historia była jak z tragicznego filmu, człowiek który tego nie przeszedł, nawet sobie nie wyobraża pewnych sytuacji i nie ma pojęcia, że one mogą mieć miejsce w związku. Nie będę o nich opowiadać, bo to dla mnie niemiłe wspomnienia. W każdym razie nie raz zostałam wyzwana od najróżniejszych, obrażana, a nawet wyrzucana z jego domu czy samochodu. Przyjaciele i znajomi widzieli co się ze mną dzieje i nie raz namawiali mnie do zakończenia tego związku, ale ja cierpiałam, a jednocześnie sądziłam, że nie wyobrażam sobie bez niego życia. To wszystko ciągnęło się miesiącami, a ja niestety czułam się coraz gorzej, coraz bardziej bezwartościowa, szukałam winy w sobie, bo (czego nigdy nie mogłam zrozumieć) mimo wszystko nadal go kochałam. I z każdą awanturą cierpiałam jeszcze bardziej. Gdybym miała trochę więcej odwagi, to pewnie by mnie tu już nie było... Na szczęście miałam przy sobie bliskie mi osoby, które nie mogły już patrzeć na to, jak się męczę i gdyby nie ich ingerencja, to nie wiem jak tragiczny by był tego koniec. Zostałam wręcz zmuszona do wizyty u psychiatry i psychoterapeuty, ale dziś dziękuję tej osobie, która mnie zmusiła, bo dzięki niej uporałam się z tym wszystkim, dzięki tabletkom antydepresyjnym, wizytom u specjalisty, długim rozmowom zrozumiałam, że to nie była moja wina, że zasługuję na szczęście. Owszem, mimo wszystko odbiło się to na moim życiu i obecnym zachowaniu, ale w końcu jestem spokojna i szczęśliwa. Również wybaczyłam swojemu byłemu - bo tak jest łatwiej, kiedy nie żyje się przepełnionym złością czy nienawiścią. Kiedyś wydawało mi się, że nigdy się z tego nie uwolnię, bo nie mam na to siły, teraz mam nowe życie, ale nie wyobrażam sobie jak inne kobiety cały czas żyją w takim piekle...


