Nawet w wieloletniej przyjaźni między kobietami, przychodzi moment załamania, gdy na horyzoncie pojawia się mężczyzna. Wtedy potrzeba bardzo wiele wyczucia, taktu, rozwagi, aby żadna ze stron nie ucierpiała. I to tyczy się wszystkich trojga. Ta samotna strona, nie powinna zbytnio obciążać zakochanej przyjaciółki swoimi problemami i dać jej czas na to, aby tamta potrafiła się odnaleźć w nowej sytuacji. Zakochana, choć to trudne, powinna jednak wciąż znajdywać czas, choć ograniczony, ale jednak, na pogaduszki z przyjaciółką. A narzeczony nie powinien, chociaż bardzo często tak bywa, być zazdrosnym. Bo często to właśnie ta zazdrość mężczyzny jest przyczyną upadku przyjaźni na śmierć i życie.
Pokaż:
- chronologicznie
- drzewko
Sortuj:
- od najstarszych
- od najnowszych
Próba przyjaźni (7)
Przeczytaj artykuł, którego dotyczy ten temat-
02.03.2010 (13:02)
-
26.05.2010 (09:11)Podczas studiów miałam więcej koleżanek, przyjaciółek niż kolegów czy przyjaciół. Co więcej - większość koleżanek była singielkami. Kiedy poznawałam faceta, wiedziałam, że może się to odbić na moich przyjaźniach, więc starałam się dzielić czas... Pamiętam jak jedna z przyjaciółek-singielek powiedziała: "Jak to dobrze, że ty jesteś taka". Jaka? Że nie umawiam się z nią na spotkanie a przychodzę z chłopakiem, że mówię mu wyraźnie, iż "ten a ten dzień jest dla Basi, musisz to pojąć" :) Trochę na pewno jestem taka, a trochę to po prostu myślenie o innych, też bliskich. Nie trzeba być geniuszem, by zrozumieć, że koleżankę, która przeżyła zawód miłosny może drażnić ciągłe trajkotanie jaki to mój facet jest wspaniały i jak nam razem dobrze!
Z drugiej strony mnie, kiedy akurat nie miałam faceta, zdarzyło się usłyszeć od przyjaciółki: "Ja już tych spotkań z tobą nie potrzebuję". Najpierw było mi smutno, potem machnęłam ręką,trudno, nie to nie. Ale strasznie wkurzające jest, kiedy kobieta poza swoim chłopakiem, mężem, narzeczonym nie widzi kompletnie nic. Najczęściej po roku, dwóch to mija a ona zostaje bez przyjaciół i bez pasji... Bardzo chcę tego uniknąć, dlatego mam to poukładane. W związku czy bez, trzeba być po prostu sobą! :D -
26.05.2010 (22:41)Dokładnie , też uważam jak Skakanka. Wpatrzenie się w mężczyznę jak w obraz kompozycji zamkniętej, nic po za po jakimś czasie skłania do refleksji. Gdzie ja zapodziałam siebie, kim się stałam i dlaczego wokół mnie jest tak mało bratnich dusz. Przeżywam taki "kanał"....
-
11.06.2010 (09:47)Ja zajelam sie swoim zyciem, bo tak robi kazdy i te przyjaznie oddalaja sie, bo trzeba zrozumiec ze kazdy ma prawo ulozyc sobie zycie i byc szczesliwy. A przyjaciele ... powinni sie razem z nami cieszyc naszym szczesciem i podzieleac nasz entuzjazm. Ja mialam bardzo bliska przyjaciolke przez wiele lat, gdy przechodzilysmy problemy, depresje, rozwody bylysmy bardzo blisko, ale gdy ja poznalam mojego obecnego meza, myslalam ze wydrapie mi oczy. A ja bylam pewna ze bedzie przy mnie rowniez w tej chwili gdy ja z moim mezem bedziemy brac slub.
Zgadzam sie z opinia 'ze prawdziwych przyjaciół poznaje się w szczęściu' -
02.07.2010 (09:49)zwiazki, zwiazkami, ale w tym artykule nie tylko o tym mowa. dla mnie osobiscie najgorsze jest to, ze najwieksze swinstwa (z doswiadczenia i obserwacji tak twierdze) jest w stanie zrobic kobieta kobiecie. oczywiscie nie mowie, ze jest tak w 100% przpadkow, bo pewnie sa fajne dziewczyny, ale przeraza mnie fakt, że nie umime znalezc wytlumaczenia dla kobiecej podlosci, stad w sytuacjach zawodowych wole pracować z mezczyznami, moze maja wiele wad, ale jak cos nie gra potrafimy wylozyc "kawe na lawe" - nie lubimy się, ale musimy pracowac razem - ok. nie wchodzimy sobie w droge, ale jak trzeba to wspolpracujemy, zadnych nieszczerych usmieszkowi intryg.
Oczywicie jest tez meska podlosc, ale artykuł jest nie o tym.
-
15.07.2010 (15:27)Jeszcze nigdy nie spotkala mnie taka sytuacja, aż tak wyraźna. Ale po przeczytaniu tego tekstu zaczynam analizować różne zdarerzenia i dochodzę do wniosku, że mogłam w przeszłości otrzeć się o coś podobnego brrr.
-
16.01.2011 (14:45)skąd ja to znam ???
Była zawsze kiedy ona mnie potrzebowała... zawsze ...
Gdy chorowała odwiedzałam ją niemal codziennie...
gdy miała problemy z narzeczonym.. dzwoniłam i pocieszałam kiedy nagle ja potrzebowałam pomocy okazało się że nie ma mi kto pomóc bo akurat narzeczony zamówił stolik w restauracji, albo właśnie kupują meble do mieszkania ....
