ja zrezygnowałam po 11 latach szykuje się rozwód , niestety...:(
Pokaż:
- chronologicznie
- drzewko
Sortuj:
- od najstarszych
- od najnowszych
Jak żyć z maminsynkiem i nie zwariować (56)
Przeczytaj artykuł, którego dotyczy ten temat-
08.06.2010 (07:12)
-
08.06.2010 (07:17)
-
08.06.2010 (07:23)A może zadać pytanie odwrotne: jak często zona kontaktuje się ze swoją rodziną?
"Ograniczyć kontakty" - dobre, ale nie skutkuje, będzie jeszcze częściej jeździł, a nawet zacznie to ukrywać - dobrze wróży małżeństwu.
Proponuję: jeśli Twój facet tak robi, to zapytaj sie go czy o Waszych łóżkowych sprawach tez rozmawia. Nie zrozumie, zapowiedz, że zapytasz się jego mamy. Nie zrozumie - zapytaj się najpierw delikatnie, coś w stylu: a mama nie uważa, że np. Irek nie zna wszystkich technik w łóżku?" - skutkuje.
Łagodniejsza forma, to zrobienie czegoś na odwrót niż pierwotnie z mężem ustaliłaś i on o tym powiedział mamie, ale tak, zeby ona jeszcze przed nim się dowiedziała - inaczej pisząc musisz ustalić wbrew swojej woli, bo potem i tak zrobisz tak, jakbyś chciała. -
08.06.2010 (07:58)znam dwa takie przypadki ..w jednym kobieta nie wytrzymała i po 2 latach się rozstali , w drugim dotyczy to kobiety z "zasadami " więc męcza się juz 20 lat . Nawet z boku wygląda to żałośnie: każde wczasy razem z mamusia, obiady , zakupy syna z mama itp.. Myślę że to wina matki - zamiast związać się z mężem, wiąże się emocjonalnie z dzieckiem. I tak całe życie bez mozliwości rozwodu. Niestety są takie sytuacje kiedy dopiero śmierć rodzica rozwiązuje pewne konflikty...
-
08.06.2010 (09:04)dziewczyny..czy czasami nei przesadzacie z okresleniem "maminsynek"?
czy czasem to niej jest tak, że nie potraficie przyjąć krytyki i uczyć się na będach matek i tesciowych?...rozumiem, że całodobodowa obecność matki w zyciu malzenskim syna jest idiotyzmem, ale trudno chyba oderwac kupon i zaprzestac kontaktow z matka, bo chlopak się ożenil...
też byłam młoda i obrazalam się na jakąkolwiek krytyke tesciowej i czy wlasnej matki...ale patrzac z perspektywy czasu wiekszosc tych rad byla dyktowana troską...
wiem, ze zakochana kobieta chce zawłaszczyc faceta dla siebie, a matka jest zawalidroga, tak rozumiem większość wypowiedzi...
tylko pamietajcie drogie panie, ze też będziecie albo juz jesteście matkami i tesciowymi...i ręczę za to, że wasze spojrzenie w większości się zmieni... -
08.06.2010 (09:27)A co zrobić jak żona (niedoszła) mnie porównuje ze swoja matką?? Moja mama to taaakie placki piekła na Swięta , a ty?? Moja mama to umiała zrobić nastrój na Swieta , a ty?. Moja mama obiad dobrze gotowała , aty?
I tak dalej -
08.06.2010 (09:29)To nie są przesadzone obrazy. Matki są i potrafią byc zaborcze a we współczesnym społeczeństwie, przy słabym małżeństwie, relacja matki z synem moze być toksyczna. Może dzięki temu, że moi rodzice są wspaniałym małżeństwem (mimo olbrzymie różnice pomiędzy nimi, które wymagają świętości ze strony mojego ojca i cierpliwości ze strony matki), nie miałem problemu by odciąć się od pępowiny. Nie wyobrażam sobie jednak szcześcia w małżeństwie, gdybym pozotawał w tak bliskim (jak opisany wyżej) związek z matką. Żona jest zawsze najważniejszą kobietą w życiu mężczyzny. Jeżeli tak nie jest to znaczy, że facet nie dojrzał do bycia mężczyzną.
-
08.06.2010 (09:43)A synowe to takie słoneczka ? traktują nas jak zło konieczne,ignorują ale pomoc przy wnukach i pieniężną przyjmują bez skrupułów jak by się to należało,a my rodzice i teściowie nie odzywamy się i chyba niesłusznie.Pomyślcie synowe i zięciowie .
-
08.06.2010 (09:58)Zasadą jest że jak się korzysta z pomocy rodziców lub teściów trzeba tańczyć tak jak zagrają,a przecież każdy gdy jest młody chce działać po swojemu, podejmować własne decyzje.A gdybyśmy tak nauczyli się,że nikogo nie można mieć dla siebie "na własność" byłoby łatwiej.
-
08.06.2010 (10:19)~asiznam dwa takie przypadki ..w jednym kobieta nie wytrzymała i po 2 latach się rozstali , w drugim dotyczy to kobiety z "zasadami " więc męcza się juz 20 lat . Nawet z boku wygląda to żałośnie: każde wczasy razem z mamusia, obiady , zakupy syna z mama itp.. Myślę że to wina matki - zamiast związać się z mężem, wiąże się emocjonalnie z dzieckiem. I tak całe życie bez mozliwości rozwodu. Niestety są takie sytuacje kiedy dopiero śmierć rodzica rozwiązuje pewne konflikty...
nigdy nie mieszkajcie synowe z teściową!!!To co ja przeżyłam to koszmar,ja w jej domu i nie mogłam nic zrobić bez zapytania , dżwi do pokoju musiały byc zawsze otwarte nawet po ślubie,wszedzie z nami jażdziła,mówiła mi jak gotowac bo ja inaczej gotowałam,wszystkie decyzje za mnie podejmowała z moim męzem ale ja jestem samodzielną osobą i to dla mnie był koszmarrrrr...w końcu powiedziałam męzowi że się wyprowadzam a on jak chce to moze jechać ze mną a jak nie to niech zostaje .Mieszkamy już siedem lat i jest ok a on dopiero po dwóch latach zrozumiał że zle robił! -
08.06.2010 (10:25)~matkadziewczyny..czy czasami nei przesadzacie z okresleniem "maminsynek"?czy czasem to niej jest tak, że nie potraficie przyjąć krytyki i uczyć się na będach matek i tesciowych?...rozumiem, że całodobodowa obecność matki w zyciu malzenskim syna jest idiotyzmem, ale trudno chyba oderwac kupon i zaprzestac kontaktow z matka, bo chlopak się ożenil...też byłam młoda i obrazalam się na jakąkolwiek krytyke tesciowej i czy wlasnej matki...ale patrzac z perspektywy czasu wiekszosc tych rad byla dyktowana troską...wiem, ze zakochana kobieta chce zawłaszczyc faceta dla siebie, a matka jest zawalidroga, tak rozumiem większość wypowiedzi...tylko pamietajcie drogie panie, ze też będziecie albo juz jesteście matkami i tesciowymi...i ręczę za to, że wasze spojrzenie w większości się zmieni...
mam dwóch synów i gdy sie ożenią musza mieszkac sami a jesli to nibędzie mozliwe to o sprawach syna bedzie decyzje podejmować synowa nie ja!Broń Boże sie wtroncać! -
08.06.2010 (10:32)ohh, gdyby moja druga polowa to zrozumiala... nie mam problemow zeby dzwonil do matki, ale przez 4 lata jak jestesmy razem - a byly rozne sytuacjie jego matka czy ojciec nigdy nie zadzwonili do mnie bezposrednio zapytac sie jak sie mam. uwazaja za normalne ze syn wyjezdza (dwa razy do roku z kumplami na weekend za granice lub na tydzien grac w golfa. Podobno matka miala powiedziec ze bylaby szczesliwa gdybysmy sie rozstali. czy w takiej sytuacji jestesmy w stanie wywalczyc na dobre nasz zwiazek?
~Mąż-Ojciec- Syn- ZięćTo nie są przesadzone obrazy. Matki są i potrafią byc zaborcze a we współczesnym społeczeństwie, przy słabym małżeństwie, relacja matki z synem moze być toksyczna. Może dzięki temu, że moi rodzice są wspaniałym małżeństwem (mimo olbrzymie różnice pomiędzy nimi, które wymagają świętości ze strony mojego ojca i cierpliwości ze strony matki), nie miałem problemu by odciąć się od pępowiny. Nie wyobrażam sobie jednak szcześcia w małżeństwie, gdybym pozotawał w tak bliskim (jak opisany wyżej) związek z matką. Żona jest zawsze najważniejszą kobietą w życiu mężczyzny. Jeżeli tak nie jest to znaczy, że facet nie dojrzał do bycia mężczyzną.
-
08.06.2010 (10:35)Nic dziwnego, jeśli modelowy mężczyzna to najlepiej homo, metroseksualny, pasjonat gotowania /młotek to obce narzędzie/, bez służby wojskowej i bez kręgosłupa.
-
08.06.2010 (10:41)Nigdy nie byłam toksyczną matką,miałam pełną świadomość że wychowuję synow dla innej kobiety.Mój sukces jest połowiczny;jeden syn jest wspaniałym mężem i ojcem a ja mogę zawsze liczyć na pomoc i wsparcie ze strony syna i synowej,drugi "przypiął" się wraz ze swoją rodziną i uwazają oboje z zoną ze wszystko im się odemnie należy tzn.mieszkanie,pomoc finansowa,opieka nad dziecmi itd,itp.....A ostatnio usłyszałam ze on ma zobowiązania wobec własnej rodziny tj.żony i dzieci a mnie jak bardzo poproszę może ale nie jest zobowiazany do jakiejkolwiek pomocy.Myslę że w duzej mierze winę ponosi synowa która nie dość że mieszka u mnie,korzysta z całego mojego dorobku życiowego to jest wyrocznią dla mojego syna.Przykre,wychować dzieci,dac im wszystko co można i teraz być traktowaną jak zbędny balast.Gdzie popełniłam błąd???
-
08.06.2010 (10:52)~też teściowaNigdy nie byłam toksyczną matką,miałam pełną świadomość że wychowuję synow dla innej kobiety.Mój sukces jest połowiczny;jeden syn jest wspaniałym mężem i ojcem a ja mogę zawsze liczyć na pomoc i wsparcie ze strony syna i synowej,drugi "przypiął" się wraz ze swoją rodziną i uwazają oboje z zoną ze wszystko im się odemnie należy tzn.mieszkanie,pomoc finansowa,opieka nad dziecmi itd,itp.....A ostatnio usłyszałam ze on ma zobowiązania wobec własnej rodziny tj.żony i dzieci a mnie jak bardzo poproszę może ale nie jest zobowiazany do jakiejkolwiek pomocy.Myslę że w duzej mierze winę ponosi synowa która nie dość że mieszka u mnie,korzysta z całego mojego dorobku życiowego to jest wyrocznią dla mojego syna.Przykre,wychować dzieci,dac im wszystko co można i teraz być traktowaną jak zbędny balast.Gdzie popełniłam błąd???Porozmawiaj z nimi i poproś żeby się wyprowadzili.
To Wam wszystkim wyjdzie na zdrowie
-
08.06.2010 (10:57)Kobiety to jednak głupiutkie istoty. Piszą im te głupkowate teksty. A one je łykają bez pytań. To kobiety dzwonią do mamusi czy tatusia 10 razy dziennie.
-
08.06.2010 (11:05)Prosiłam już wielokrotnie by wzięli(przy mojej pomocy finansowej)kredyt mieszkaniowy, a starszy syn przeprowadził z nimi n/t temat dziesiątki rozmów.Nawet nie biorą takiej alternatywy pod uwagę bo po co?Spłacać kredyt?Po co utrudniać sobie życie jak można żyć ponad miarę i liczyć że przecież mama nie będzie żyć wiecznie??~AnonimoPorozmawiaj z nimi i poproś żeby się wyprowadzili. To Wam wszystkim wyjdzie na zdrowie<SPAN class=user>~też teściowaNigdy nie byłam toksyczną matką,miałam pełną świadomość że wychowuję synow dla innej kobiety.Mój sukces jest połowiczny;jeden syn jest wspaniałym mężem i ojcem a ja mogę zawsze liczyć na pomoc i wsparcie ze strony syna i synowej,drugi "przypiął" się wraz ze swoją rodziną i uwazają oboje z zoną ze wszystko im się odemnie należy tzn.mieszkanie,pomoc finansowa,opieka nad dziecmi itd,itp.....A ostatnio usłyszałam ze on ma zobowiązania wobec własnej rodziny tj.żony i dzieci a mnie jak bardzo poproszę może ale nie jest zobowiazany do jakiejkolwiek pomocy.Myslę że w duzej mierze winę ponosi synowa która nie dość że mieszka u mnie,korzysta z całego mojego dorobku życiowego to jest wyrocznią dla mojego syna.Przykre,wychować dzieci,dac im wszystko co można i teraz być traktowaną jak zbędny balast.Gdzie popełniłam błąd???[/quote][/quote]
-
08.06.2010 (11:06)~JaKobiety to jednak głupiutkie istoty. Piszą im te głupkowate teksty. A one je łykają bez pytań. To kobiety dzwonią do mamusi czy tatusia 10 razy dziennie.Znasz wszystkie kobiety i wszystkich mężczyzn że tak głupkowato uogólniasz?
Ty jednak jesteś głupiutką istotką... -
08.06.2010 (11:19)Współczuję,sama to przeszłam.Mogę Ci tylko podpowiedzieć co ja zrobiłam:po odmowie z ich strony zamiany mieszkania na 2 małe, sprzedałam mieszkanie za 1/2 wartości wraz z lokatorami czyli z rodziną syna.Życzę podjęcia trafnej decyzji.~też teściowaNigdy nie byłam toksyczną matką,miałam pełną świadomość że wychowuję synow dla innej kobiety.Mój sukces jest połowiczny;jeden syn jest wspaniałym mężem i ojcem a ja mogę zawsze liczyć na pomoc i wsparcie ze strony syna i synowej,drugi "przypiął" się wraz ze swoją rodziną i uwazają oboje z zoną ze wszystko im się odemnie należy tzn.mieszkanie,pomoc finansowa,opieka nad dziecmi itd,itp.....A ostatnio usłyszałam ze on ma zobowiązania wobec własnej rodziny tj.żony i dzieci a mnie jak bardzo poproszę może ale nie jest zobowiazany do jakiejkolwiek pomocy.Myslę że w duzej mierze winę ponosi synowa która nie dość że mieszka u mnie,korzysta z całego mojego dorobku życiowego to jest wyrocznią dla mojego syna.Przykre,wychować dzieci,dac im wszystko co można i teraz być traktowaną jak zbędny balast.Gdzie popełniłam błąd???
-
08.06.2010 (11:30)a czy ten syn mieszkający w domu nie jest przypadkiem młodszy? i przyzwyczajony do tego, że mamusia karała starszego? Mój najmłodszy brat jest egoistą, najmłodszy z wujków też. Zdają sobie sprawę że mama ich nie wyrzuci z domu, dlatego nie zamierzają się usamodzielniać. synowa-może dodaje swoje trzy grosze, ale jest ich dwójka! a propos: Pani też oskarża synową a nie synusia-więc ma on rację, mama będzie dbać o niego do śmierc!i~też teściowaProsiłam już wielokrotnie by wzięli(przy mojej pomocy finansowej)kredyt mieszkaniowy, a starszy syn przeprowadził z nimi n/t temat dziesiątki rozmów.Nawet nie biorą takiej alternatywy pod uwagę bo po co?Spłacać kredyt?Po co utrudniać sobie życie jak można żyć ponad miarę i liczyć że przecież mama nie będzie żyć wiecznie??Nigdy nie byłam toksyczną matką,miałam pełną świadomość że wychowuję synow dla innej kobiety.Mój sukces jest połowiczny;jeden syn jest wspaniałym mężem i ojcem a ja mogę zawsze liczyć na pomoc i wsparcie ze strony syna i synowej,drugi "przypiął" się wraz ze swoją rodziną i uwazają oboje z zoną ze wszystko im się odemnie należy tzn.mieszkanie,pomoc finansowa,opieka nad dziecmi itd,itp.....A ostatnio usłyszałam ze on ma zobowiązania wobec własnej rodziny tj.żony i dzieci a mnie jak bardzo poproszę może ale nie jest zobowiazany do jakiejkolwiek pomocy.Myslę że w duzej mierze winę ponosi synowa która nie dość że mieszka u mnie,korzysta z całego mojego dorobku życiowego to jest wyrocznią dla mojego syna.Przykre,wychować dzieci,dac im wszystko co można i teraz być traktowaną jak zbędny balast.Gdzie popełniłam błąd???[/quote]~AnonimoPorozmawiaj z nimi i poproś żeby się wyprowadzili. To Wam wszystkim wyjdzie na zdrowie<SPAN class=user>~też teściowa[/quote]
