Jeśli go zostawiłaś, lub zostałaś porzucona z powodu alkoholu, napisz o tym. Podziel się swoimi doświadczeniami, niech inni się na nich uczą.
Pokaż:
- chronologicznie
- drzewko
Sortuj:
- od najstarszych
- od najnowszych
Zakrapiane rozstanie (9)
-
31.03.2010 (16:02)
-
31.03.2010 (16:38)
MOJE 9 MIESIĘCY
PRZED
Zaczęliśmy się starać o dziecko na początku wakacji. A ograniczył picie, dostał stałą pracę, żyło nam się cudownie. Tej sielanki nie była w stanie zburzyć decyzja szefa o przeniesieniu mnie na stałe do W. Staramy się o dziecko i reszta jest nieważna. Nawet mieliśmy we wrześniu wziąć urlop by kochać się częściej. A teraz jak mnie przeniósł do W to tym bardziej rezygnuję z tej wariackiej pracy, a dziecko tylko w tym mi pomoże. Bardzo miło wspominam ten okres, mimo, że dużo wtedy oboje pracowaliśmy, ale po powrocie z pracy zawsze razem spędzaliśmy czas.
WRZESIEŃ
Zaczęłam powoli przeprowadzać się do W. Byliśmy u B na weselu 5.09. Ja nie piłam w ogóle natomiast A upił się strasznie. Siłą ciągnęłam go do domu. Zaczęłam mieć wątpliwości co do słuszności naszej decyzji o dziecku, ale teraz już było za późno-już byłam w ciąży. 24.09 zrobiłam test, to była środa A był jeszcze w szpitalu. Nie chciałam czekać do jego urodzin i zadzwoniłam do niego płacząc ze szczęścia. Niby się ucieszył, ale kazał sprawdzić czy na pewno, a potem zaczął powątpiewać, że może to nie jego dziecko. Potem się spytałam czy przyjedzie od razu do mnie po wypisie ze szpitala, bo ja miałam w weekend targi, to mi powiedział, że nie zostawiłam mu pieniędzy i nie ma na bilet. Nie przyjechał do mnie, ale przyjechał do rodzinnego miasta i pił z kolegami oblewając bycie ojcem i swoje urodziny. Kupił sobie Levisy bo zapomniał ich zabrać z domu z Warszawy (choć nie miał pieniędzy rzekomo). Heh pewnie tak mu się śpieszyło do picia. Po targach w niedzielę jechałam na sygnale do rodzinnego miasta by się z nim zobaczyć, ale nie raczył przerwać picia, nawet się ze mną nie spotkał. Przyszli w nocy z bratem strasznie pijani. Rano w poniedziałek złożyłam mu życzenia urodzinowe, ale nie dałam mu prezentu-miał o to pretensje. I pędem do Warszawy. -
31.03.2010 (16:39)PAŹDZIERNIK
Trochę chorowałam na przeziębienie, a w pracy użerałam się z szefową. 9.10 na pierwsze USG nie przyjechał bo…pił w rodzinnym miescie. Cały październik był na zwolnieniu lekarskim, a do W przyjechał może dwa razy. 10-11.10 to były kolejne targi, weekend w którym razem ze swoim kuzynem ukradli mojej sąsiadce rower. Nawet jak byłam chora 20-26.10 i przyjechałam do rodzinnego miasta to on cały czas pił i się kłóciliśmy. To wtedy wyszedł z domu nie mówiąc dokąd, wyłączył telefon, a jak wrócił następnego dnia to powiedział, że on nie daje rady. Zaproponował rozstanie, co we mnie złamało wiarę, że jeszcze będziemy razem szczęśliwi. Wróciłam do W a on cały czas pił.
LISTOPAD
Przyjechał do mnie do W, a ja byłam zmęczona już tempem pracy, rozdrażniona, huśtawka hormonów. Dużo się kłóciliśmy, głównie o to, że pije i o to, że cały czas ma wyciszony telefon, nie odbiera go, że kasuje w nim historię, cały czas coś ukrywa. Było tak strasznie, że raz nawet rzuciłam kubkiem z gorącą herbatą i go trochę pochlapało. Kolejny ciąg picia. Później przyjechał już do mnie zaszyty. 18.11 byłam już tak rozbita tym wszystkim, że postanowiłam iść na zwolnienie Przyjechał z moim ojcem po rzeczy, zawiesił na moście pamiątkową kłódkę z wygrawerowanym napisem A, A i A….. Wstąpiła we mnie nadzieja, że będziemy jeszcze szczęśliwą rodziną. Od razu po powrocie mieliśmy robić remont. Jednak cały czas się jakoś wykręcał, że może nie dostać zwolnienia, że brat nie ma czasu pomóc itd. Zwolnienie dostał, ale jak przyszło do remontu zrobiło się nerwowo, sprowokował kłótnię i pojechał gdzieś z Ż. Rodzice przyszli by robić remont. Zadzwoniłam do niego by spytać się czy przyjdzie, prosiłam go wręcz o to. Odmówił, więc kazałam mu się wyprowadzić. I tak z remontem zostałam sama. Jego mama się zaniepokoiła i zainterweniowała. Bardzo to doceniam. Odbyła się rozmowa u nich w domu. A nic nie mówił, a ja rozżalona wyrzygiwałam wszystko co mi zrobił, między innymi to, że nigdy nie dokładał się do życia. Nawet się nie bronił. Następnego dnia miałam USG-nie wszedł ze mną bo miał zimno. 28.10 nie skończywszy remontu wylądowałam w szpitalu. Przyjechał do mnie z wielkim miśkiem i się pogodziliśmy.
-
31.03.2010 (16:39)GRUDZIEŃ
Mimo, że byliśmy pogodzeni to nie pozwoliłam wrócić A do domu. I to był mój błąd. Ale bałam się pozwolić mu na to by się wprowadził ze względu na moich rodziców, którzy tyle się napracowali przy tym remoncie. Zresztą mama zaczęła nabierać dystansu do niego po tym jak nasłuchała się od sąsiadów na temat libacji, które urządzał jak mnie nie było. Cały czas się bujał z Ż, a ponieważ nie spał u mnie to totalnie nie miałam kontroli nad tym co się dzieje. Jak proponowałam by został na noc mówił, że tak to on mógł chodzić do dziewczyny parę lat temu-z reklamówką z ciuchami na zmianę. Moim zdaniem szantażował mnie tym trochę, ale byłam twarda. Z tego tworzyły się tylko kolejne kłótnie, on nie odbierał telefonów, widywaliśmy się sporadycznie. Do tego powiedział mi, że ma 8 tysięcy długu i nie potrafił mi nawet powiedzieć skąd. Nerwowo nie wytrzymywałam. Wpadłam na durny pomysł, że kupię sobie kartę do telefonu, a mój numer wyłączę, żeby zaczął się troszkę zamartwiać. Ale jakoś przez kilka dni za dużo nie dzwonił. Ja w tym czasie byłam na USG bo zaczęło mnie coś strasznie boleć. Następnego dnia dzień przed wigilią pojechałam na pogotowie w nocy, bo z bólu już nie mogłam wytrzymać. Powiedzieli, że to kolka nerkowa, ale ja wiem teraz, że to były nerwobóle. Na święta wróciłam do domu, ale z A znowu jakieś jazdy były. Mój tata w końcu to zauważył i zainterweniował. Powiedział, że tak nie może być, że wykończę siebie i dziecko. Zadzwonił do Ad i pojechał z nim porozmawiać. Powiedział, że mu zależy i że następnego dnia rano o 10 przyjdzie do mnie porozmawiać. Tata namówił mnie bym pozwoliła mu się wprowadzić. A na spotkanie się spóźnił.
Na sylwestra poszliśmy razem. Wtedy pierwszy raz zaczęłam podejrzewać, że bierze amfetaminę. Przez całą imprezę nic nie zjadł, pociągał nosem, miał powiększone źrenice i co chwila wychodził do toalety. Był strasznie gadatliwy. Miałam wrażenie, że nigdy tyle nie mówił. No i jak o 3 powiedziałam, że już mam dosyć (inna para też już wychodziła) to powiedział, że może mnie odwieźć. Wrócił nad ranem.
-
31.03.2010 (16:40)STYCZEŃ
Akcja Ż to było apogeum moich nerwów i sprawdzania przez niego ile wytrzymam. Zaczęło się niewinnie. Któregoś ranka przyprowadził do mnie swojego psa i zaczął kolejną dyskusję na temat tego, że mój pies to franca i trzeba jej się pozbyć, natomiast z swoim bawił się w najlepsze. Myślę, że to była prowokacja. Zaczęłam się na niego wydzierać (mój błąd, ale On dobrze wiedział jak mnie wyprowadzić z równowagi), a on się ubrał i wyszedł. Dzwoniłam do niego nie odebrał, ale raczył odpisać mi na sms’a, że wróci o 17. O 19 zadzwoniłam powiedział, że jest z Ż i będzie o 21, zadzwoniłam o 1, powiedział, że będzie jutro bo jedzie do Sopotu z Ż i jakimś K. Dzwonię o 6 mówi, że będzie o 13. W rezultacie dotarł o 19:30 i jeszcze z wielkimi pretensjami, że o co mi chodzi. Widziałam, że był pod wpływem amfetaminy. Pokłóciliśmy się strasznie. Powiedział mi wtedy, że ma już mnie dosyć. Mam do niego nie dzwonić, nie pisać, a jak dziecko się urodzi to postara się by mu nic nie brakowało, ale teraz mam mu dać spokój. Więc dałam. Dwa dni później miałam usg genetyczne. Pamiętał o nim i wysłał smsa z pretensjami, że on ma zamiar jechać na niego a ja mu to niby utrudniam bo on nawet nie wie o której. W rezultacie na USG nie dotarł bo miał wypadek. I tak by się spóźnił, ale oczywiście to wszystko moja wina.
I znowu mieszkał u rodziców, ale chyba miał dosyć ich marudzenia o wypadku, więc z podkulonym ogonem do mnie wrócił. Przyznał się, że teraz to już ma 10 tysięcy długu, bo musi oddać rodzicom za naprawę samochodu. -
31.03.2010 (16:40)LUTY
Akcja M. Przyszedł wieczorem do domu mówiąc, że M go poprosił o pomoc w sprowadzeniu samochodu (w sobotę w nocy). Nie było mi to na rękę i raczej po tym wszystkim było mi ciężko mu zaufać, ale zgodziłam się. W nocy nie odbierał telefonów. Jak wrócił następnego dnia to znów sprawiał wrażenie jakby był naspeedowany. Przecież prowadził tyle godzin i nie spał, a nawijał strasznie dużo. Ja zaczęłam na niego krzyczeć i zemdlałam. On twierdził, że to było udawane. Pokłóciliśmy się i wyszedł z domu na noc. Rano zadzwonił, że zabiera mnie na zakupy, po trzech godzinach dzwonie co jest, a ten mówi, że nie może gadać bo Policja bo coś tam. Potem znów kłótnia i nie wrócił na noc. W końcu coś mi zaczął tłumaczyć, że musi jakoś zarobić na te długi, więc nielegalnie z M coś kombinuje. Powiedziałam mu, że wolę już brak pieniędzy niż jego za kratkami. Powiedział, że rozumie i znów się pogodziliśmy. Ale nie było dobrze. Na noc nie przychodził do łóżka tylko siadał na kanapie przed Internetem. Któregoś ranka poszłam posprzątać jak wyszedł na zakupy i znalazłam rozsypany proszek na dywanie. Wzięłam delikatnie na język. Tak to była amfetamina. Nie przyznał się, prosto w oczy kłamał, że mam jakieś zwidy i, że jestem (...)
Przyjechał J. W piątek od razu wyszedł z nim do baru wrócił nad ranem, siedzieli u jakiegoś K. Jak poszedł spać to przeszukałam mu kieszenie kurtki i znalazłam słomkę upapraną całą w amfetaminie. Wypierał się, że to nie jego tylko J. Kazałam mu się wyprowadzić, chyba, że zrobi testy na obecność narkotyków. Pojechałam na zakupy. Po kilku godzinach pokazał mi zrobiony test, wyszedł negatywnie. W domu nie było opakowania, nie zrobił testu przy mnie zatem podejrzewam, że zrobił go ktoś inny. Ale nie chciałam już robić jazd. Zrobiłam imprezę wieczorem dla J u nas w domu. Wyszli o 21. Rano o 6 dzwonię by się spytać kiedy będzie. Poprosiłam go by już się zbierał do domu, a on mnie olał i powiedział, że wróci o 17 i że mam nie dzwonić bo ma mnie dosyć. O 18 nie odebrał ode mnie telefonu, a o 21 miał ostatni pociąg do Warszawy. Spakowałam mu torbę do pracy i dałam bratu. Nie miałam zamiaru go wyrzucać, po prostu chciałam już iść spać i nie zastanawiać się kiedy on wróci. Do pracy nie pojechał, bo i tak miał ją rzucić, ale odezwał się do mnie dopiero po dwóch dniach. Ja w tym czasie leżałam chora w łóżku i sama zajęłam się dziurawym kołem w samochodzie. Jak wrócił i mi o tym powiedział postanowiłam, że mam go dość i, że się rozstajemy chyba, że coś zrobi z tą pracą by ją odzyskać. -
31.03.2010 (16:40)MARZEC
Przez tydzień spał u K, w tym czasie J go olał, a on sam zachorował. Zadzwonił, że jest bidulek, że coś zrobi z tym wszystkim, że chce ze mną być itp. I znów wrócił do domu. Tydzień sielanki, ale potem znów trzy dni przed komputerem i nieprzespane noce. Widzę, że go coś trapi. Po trzech dniach przyznaje mi się, że długu to nie ma 10 tyś tylko 29 tyś. I te pieniądze wziął od mamy z konta bez jej zgody. To mnie powaliło. Idę o zakład, że gdyby miał dostęp do mojego konta to zabrał by mi, a nie mamie. Kolejna decyzja o rozstaniu. No ale 16.03 miałam usg, na które koniecznie chciał ze mną pojechać, później było genetyczne. Postanowiłam, że poświęcę się i postaram się wytrzymać to wszystko dla dziecka. Bo bałam się, że jak się rozstaniemy teraz, to on się totalnie ode mnie odwróci i nigdy nie zobaczy dziecka (bo tak mi zagroził). A wiem, że jak raz go zobaczy to się w nim zakocha i będzie o niego dbał bez względu na to czy my będziemy razem czy nie.
Od kolegi dowiedziałam się, że A na 100% bierze amfetaminę, a nawet przez ten okres co spał poza domem to pił, co przy wszywce jest możliwe. A powiedział, że brał (i to przeze mnie bo nie można ze mną wytrzymać, zresztą z piciem mówił podobnie)Ale teraz to tylko koledze załatwia do pracy. 29.03 mieliśmy iść do szkoły rodzenia, no ale już nie dotrzemy tam razem. Cały piątek był poza domem, nie powiedziałam nic. Z sobotą było tak samo, więc już nie wytrzymałam dzwoniąc do niego, że przegina. Przyszedł o 19 i się pokłóciliśmy. Wyszedł, wyłączył telefon i wrócił nad ranem. Już go nie wpuściłam do domu.
Podejrzewam, że wrócił do picia.....
-
31.03.2010 (16:41)LUTY
Akcja M. Przyszedł wieczorem do domu mówiąc, że M go poprosił o pomoc w sprowadzeniu samochodu (w sobotę w nocy). Nie było mi to na rękę i raczej po tym wszystkim było mi ciężko mu zaufać, ale zgodziłam się. W nocy nie odbierał telefonów. Jak wrócił następnego dnia to znów sprawiał wrażenie jakby był naspeedowany. Przecież prowadził tyle godzin i nie spał, a nawijał strasznie dużo. Ja zaczęłam na niego krzyczeć i zemdlałam. On twierdził, że to było udawane. Pokłóciliśmy się i wyszedł z domu na noc. Rano zadzwonił, że zabiera mnie na zakupy, po trzech godzinach dzwonie co jest, a ten mówi, że nie może gadać bo Policja bo coś tam. Potem znów kłótnia i nie wrócił na noc. W końcu coś mi zaczął tłumaczyć, że musi jakoś zarobić na te długi, więc nielegalnie z M coś kombinuje. Powiedziałam mu, że wolę już brak pieniędzy niż jego za kratkami. Powiedział, że rozumie i znów się pogodziliśmy. Ale nie było dobrze. Na noc nie przychodził do łóżka tylko siadał na kanapie przed Internetem. Któregoś ranka poszłam posprzątać jak wyszedł na zakupy i znalazłam rozsypany proszek na dywanie. Wzięłam delikatnie na język. Tak to była amfetamina. Nie przyznał się, prosto w oczy kłamał, że mam jakieś zwidy i, że jestem jebnięta.
Przyjechał J. W piątek od razu wyszedł z nim do baru wrócił nad ranem, siedzieli u jakiegoś K. Jak poszedł spać to przeszukałam mu kieszenie kurtki i znalazłam słomkę upapraną całą w amfetaminie. Wypierał się, że to nie jego tylko J. Kazałam mu się wyprowadzić, chyba, że zrobi testy na obecność narkotyków. Pojechałam na zakupy. Po kilku godzinach pokazał mi zrobiony test, wyszedł negatywnie. W domu nie było opakowania, nie zrobił testu przy mnie zatem podejrzewam, że zrobił go ktoś inny. Ale nie chciałam już robić jazd. Zrobiłam imprezę wieczorem dla J u nas w domu. Wyszli o 21. Rano o 6 dzwonię by się spytać kiedy będzie. Poprosiłam go by już się zbierał do domu, a on mnie olał i powiedział, że wróci o 17 i że mam nie dzwonić bo ma mnie dosyć. O 18 nie odebrał ode mnie telefonu, a o 21 miał ostatni pociąg do Warszawy. Spakowałam mu torbę do pracy i dałam bratu. Nie miałam zamiaru go wyrzucać, po prostu chciałam już iść spać i nie zastanawiać się kiedy on wróci. Do pracy nie pojechał, bo i tak miał ją rzucić, ale odezwał się do mnie dopiero po dwóch dniach. Ja w tym czasie leżałam chora w łóżku i sama zajęłam się dziurawym kołem w samochodzie. Jak wrócił i mi o tym powiedział postanowiłam, że mam go dość i, że się rozstajemy chyba, że coś zrobi z tą pracą by ją odzyskać.
-
02.01 (00:17)

