wystarczy robic je w (...)
Pokaż:
- chronologicznie
- drzewko
Sortuj:
- od najstarszych
- od najnowszych
Zdasz spokojnie (27)
Przeczytaj artykuł, którego dotyczy ten temat-
22.11.2010 (08:56)
-
22.11.2010 (08:59)
-
22.11.2010 (09:24)
-
22.11.2010 (09:55)
-
22.11.2010 (10:13)Rady troche niezyciowe. Za kazdym razem jest stres i koniec. Zdawalam sama chyba ze 12 razy i za kazdym razem moje samopoczucie bylo gorsza. Jednak jedyna rade jake moge dac to traktujcie kazdy egzamin jako ... lekcje. Gdyz moim zdaniem kazdy taki egzamin moze wiele nauczyc. Wiem, ze to dosc drogie bo nie kazdego stac na wyrzucanie ponad 100zl co miesiac, plus oczywiscie jakies dodatkowe godziny jazdy. Droga imoreza. Tym bardziej, ze egzaminatorzy oblewaja za glupoty (znam z autopsji). Trudno. Po zdanym egzaminie jest jeszcze trudniejszy. Mianowicie pierwsza, juz jako kierowca jazda, gdy sami za wszystko odpowiadamy. Powiem tak, ja przaz pierwszy kilka razy obilam samochod na parkingach. Co tez w sumie wyszlo mi na dobre, gdyz zmobilizowalo mojego malzonka do kupna malego kobiecego autka, tylko dla mnie. Wiem, ze jak mysle wiele kobiet moze i nie bylam i nadal nie jestem najlepszym kierowca, ale przynajmniej jezdze ostroznie i nie szarzuje. Zdac egzamin jest trudno ale moim zdaniem prawdziwy egzamin i szkola to wyjechac samemu na droge. Nie ma co ukrywac piratow drogowych nie brakuje wiec lepiej byc przygotowanym (choc czesto wiele rzeczy wychodzi w praktyce). Niektorym jazda i nauka przychodzi latwiej innym trudniej. Jednak naprawde, mimo strat finansowych, mimo stresu i poczucia bezsilnosci wobec zlej woli egzaminatora, warto kazdy egzamin traktowac jako lekcje. Nawet jesli juz wam powiedzial, ze nie zdaliscie i pyta czy chcecie kontynuowac egzamin zrobcie to. To w koncu wasze pieniadze a jazda z egzaminatorem tez czegos nauczy i moze oswoic chociaz troche przed kolejnym egzaminem.
-
22.11.2010 (10:31)
-
22.11.2010 (11:27)Jeśli "w mieście" zgaśnie ci silnik - nawet wielokrotnie - nie zaliczysz błędu-Cóż z tą kwestią bym się zdecydowanie nie zgodziła.Jak zdawałam egzamin za pierwszym razem ,zgasł mi silnik chyba z 5 razy i egzaminator na sam koniec egzaminu powiedział ,ze gdyby nie to ,ze tyle razy zgasł ,to by mi ten egzamin zaliczył ,tak wiec bujda...nie jest tak ,ze to nie ma znaczenia.Trzeba uważac
-
22.11.2010 (11:33)Ja wlasnie zdaje w Finlandii, bajeczka normalnie. Zdawalnosc za 1 razem wynosi ponad 80%, i szkoly naprawde sie przykladaja do nauki. Za drobne 1700 euro.
-
22.11.2010 (12:11)ja jutro zdaje drugi raz i wiem co mnie czeka dlatego jestem zestresowana i nic na to nie mogę poradzić.
-
22.11.2010 (12:30)w Irlandii. Kursy nie są obowiązkowe, kupujesz tyle godzin, ile czujesz, że potrzebujesz. Wykupiłem 5 lekcji i zdałem (z dość dobrym wynikiem). Patrzą przede wszystkim na bezpieczeństwo jazdy. Nie jedzie się cały czas w stresie. Ale instruktor, który nie ma zapewnionych 30 godzin od każdego kursanta (ludzie wykupują od 3 do 10 godz.), przykłada się do lekcji i robi to fachowo, i nie pisze smsów podczas nauki(doświadczenia z Polski). Egzamin - niebo a ziemia: kuturalni egzaminatorzy, przy których człowiek czuje się na luzie, a nie skorumpowani aroganccy miilicjanci i SBcy dorabiający w WORDach do emerytury. W IE i PL, bez przeliczania walut najniższa krajowa to jakieś 1300 na miesiąc(z tym ze u nas to nie na rekę). Tam jeździsz w czyimś towarzystwie pół roku by zdobyć praktykę - (polecają, żeby mieć na ten okres swój samochód), dokupujesz, powiedzmy 4 lekcje po 35 euro-razem jakieś 140, egzamin 70 i zamykasz impreze 210:) u nas bulisz coś pod 2000 za sam kurs, odbembniasz swoje i jesteś tak "przygotowany" do egzaminu, ze nie zdaje go 70-80%. Dla porównania w Irlandi zdaje od 60 do 70 paru%. Gdzie tu logika? Jak powiedziałem instruktorowi, że na kurs i parę podejść (no jest paru, którzy zdają za 1 razem, ale większości to nie dotyczy)trzeba wydać 2 miesięczne najniższe krajowe po to żeby mieć tak potrzebna i normalną rzecz codziennego użytku jak prawo jazdy, to puknął się w głowę i zapytał: to co wy wtedy jecie i kto Wam płaci rachunki? W ogóle nie mógł takiego zdzierstwa pojąć. Do tego egzaminatorzy mają przepis nakazujący być uprzejmym i miłym dla kursanta i sam egzamin to naprawdę prawie bajka, a nasi podobno też coś takiego maja, tylko zdaje się, że nikt do to tego punktu nie doczytał. Z moich chyba 6 prób,w PL, jeden panu rozmawiał ze mną ludzkim głosem, u reszty nie zdałem przez stress, który jeszcze bardziej wzmagało milczące, nieprzyjazne zachowanie egzaminatora, który kilkoma chamskimi komentarzami na "rozluźnienie" atmosfery skutecznie wytrącał człowieka z równowagi. Z wielką łaską odburknął coś, jak zapytałem, dlaczego nie zdałem i cześć pieśni. Kuniec egzamina! AHA, przy 3 zgaśnięciu silnika raz oblałem, więc to bujda.
-
22.11.2010 (12:31)Zdałam za pierwszym razem, choc wszyscy i ja sama uwazali mnie za ofiarę losu. Mój sposób: żułam gumę, gdy podeszłam do egzaminatora usmiechnełam sie(bo mnie rozsmieszyli: pytałam ktoredy na plac, a oni rzeznia w prawo), przywitałam, ogólnie byłam miła. Po egzaminie powiedział ze wszyscy do niego podchodza od razu z dąsem, ani dzień dobry, ani pocałuj mnie .... Wszystkim zycze powodzenia bo jak ja zdałam to kazdy ma szanse.
-
22.11.2010 (13:12)~jak zdać bez stresu?w Irlandii. Kursy nie są obowiązkowe, kupujesz tyle godzin, ile czujesz, że potrzebujesz. Wykupiłem 5 lekcji i zdałem (z dość dobrym wynikiem). Patrzą przede wszystkim na bezpieczeństwo jazdy. Nie jedzie się cały czas w stresie. Ale instruktor, który nie ma zapewnionych 30 godzin od każdego kursanta (ludzie wykupują od 3 do 10 godz.), przykłada się do lekcji i robi to fachowo, i nie pisze smsów podczas nauki(doświadczenia z Polski). Egzamin - niebo a ziemia: kuturalni egzaminatorzy, przy których człowiek czuje się na luzie, a nie skorumpowani aroganccy miilicjanci i SBcy dorabiający w WORDach do emerytury. W IE i PL, bez przeliczania walut najniższa krajowa to jakieś 1300 na miesiąc(z tym ze u nas to nie na rekę). Tam jeździsz w czyimś towarzystwie pół roku by zdobyć praktykę - (polecają, żeby mieć na ten okres swój samochód), dokupujesz, powiedzmy 4 lekcje po 35 euro-razem jakieś 140, egzamin 70 i zamykasz impreze 210:) u nas bulisz coś pod 2000 za sam kurs, odbembniasz swoje i jesteś tak "przygotowany" do egzaminu, ze nie zdaje go 70-80%. Dla porównania w Irlandi zdaje od 60 do 70 paru%. Gdzie tu logika? Jak powiedziałem instruktorowi, że na kurs i parę podejść (no jest paru, którzy zdają za 1 razem, ale większości to nie dotyczy)trzeba wydać 2 miesięczne najniższe krajowe po to żeby mieć tak potrzebna i normalną rzecz codziennego użytku jak prawo jazdy, to puknął się w głowę i zapytał: to co wy wtedy jecie i kto Wam płaci rachunki? W ogóle nie mógł takiego zdzierstwa pojąć. Do tego egzaminatorzy mają przepis nakazujący być uprzejmym i miłym dla kursanta i sam egzamin to naprawdę prawie bajka, a nasi podobno też coś takiego maja, tylko zdaje się, że nikt do to tego punktu nie doczytał. Z moich chyba 6 prób,w PL, jeden panu rozmawiał ze mną ludzkim głosem, u reszty nie zdałem przez stress, który jeszcze bardziej wzmagało milczące, nieprzyjazne zachowanie egzaminatora, który kilkoma chamskimi komentarzami na "rozluźnienie" atmosfery skutecznie wytrącał człowieka z równowagi. Z wielką łaską odburknął coś, jak zapytałem, dlaczego nie zdałem i cześć pieśni. Kuniec egzamina! AHA, przy 3 zgaśnięciu silnika raz oblałem, więc to bujda.
Gratulacje i życzę powodzenia w Polsce bo w Irlandii wszyscy jezdzą na chybił trafił,sami nie wiedzą jakie są przepisy i co znaczą znaki drogowe(wiesz te narysowane pozimo na drodze),więc się nie zdziw jezeli w Polsce po 2 tygodzniach zaliczysz stłuczke. -
22.11.2010 (14:19)Mała poprawka. Za stłuczkę jeżeli ją spowodował odpowiada zdający. Nie egzaminator. Tylko na kursie odpowiada osoba szkoląca, a nie szkolony. Osoba dopuszczona do egzaminu państwowego w pełni odpowiada za swoją winę.
-
22.11.2010 (14:29)
-
22.11.2010 (15:45)Zdałam dziś za trzecim razem:)) przede wszystkim nie trzeba się denerwować a wszystko będzie dobrze ;))
-
22.11.2010 (16:39)Same bzdury. Może i teoria w ten sposób wygląda ale do praktyki to jej daleko. Spotkałam się ze słowami egzaminatora po niesłusznym oblaniu egzaminu: "Jak Pani się odwoła to Pani nigdy nie zda, już paru takich mieliśmy". Poza tym samochody są w tragicznym stanie tj. dla przykładu siedzenia nie dało się regulować i tym samym trzeba było ledwo palcami muskać pedały żeby cokolwiek poszło, a egzaminator: "No takie życie". A co do popełniania błędów to jak się nie spodobasz, albo egzaminatorowi się spieszy to i tak uleje i tak - bez względu na to czy popełniło się mały błąd po raz pierwszy czy drugi. To wszystko rządzi się własnymi prawami na które nie mamy wpływu i pewnie długo mieć nie będziemy. pozdrawiam i życzę powodzenia przyszłym kierowcom :)
-
22.11.2010 (19:11)Ja jutro zdaję egzamin na prawo jazdy... To mój pierwszy egzamin... Trzymajcie kciuki...
-
22.11.2010 (20:43)
-
22.11.2010 (20:53)Zdałam za 4 razem, gdyby nie psychotropy, pewnie bym w ogóle nie zdała. Tak sie bałam egzaminatora...
-
22.11.2010 (21:21)Banialuki takie że aż sie WYMIOTOWAC !!! Wszyscy wiemy że to jest wyciaganie kasy od ludzi dla utrzymania WORDow i tej masy urzedasow pracujacych tam niestety to POLSKA wlasnie mimo ze jest w UE.NIE WIERZCIE pismakom chodzi tylko o wyciaganie kasyyyyyyy od nas zdajacych ,kazdy kto zdał to potwierdzi
