matka ---słowo b. piękne i najprawdziwsze ale NA TEN TYTUŁ ZASŁUGUJE PRAWDZIWA MATKA , A TAK JUŻ JEST ,WSPANIALE ,ŻE OBIE PANIE SA SOBIE BLISKIE ....WSZYSTKIEGO DOBREGO.
Pokaż:
- chronologicznie
- drzewko
Sortuj:
- od najstarszych
- od najnowszych
Pomyłka w niebie (34)
Przeczytaj artykuł, którego dotyczy ten temat-
24.08.2010 (07:02)
-
24.08.2010 (08:01)Lepiej dzieciom NIE mówić. Każdy z Nas pragnie miec "poczucie tożsamości". Ma w ten sposób jakieś zaczepienie z przeszłościa. U dzieci z naturalnycmi rodzicami jest to samo z siebie i naturalnie oczywiste. Takie dziecko rozwija sie swobodnie, w poczuciu wolności bo " stoi na twardym gruncie". Inaczej jest u dzieci adoptowanych, lub gdy matka oszukała męża, a kto inny jest biologicznym ojcem. Takie dzieci całe życie beda szukac "swojej tożsamości", az stanie sie to ich obsesja, która zatruje im zycie. A nawet gdy osiągna cel i znajda swoją biologiczna matkę czy ojca to nie przyniesie im to ukojenia ani szczęscia.
-
24.08.2010 (08:08)A moja siostra powiedziała synowi,ktory miał 18 lat,ze ten ojciec nie jest biologiczny,wtedy chłopak załamał sie,a kiedy sie ozenił,jego żona,ciagle wyzywala tesciowa,takie sa synowe????/
-
24.08.2010 (08:32)przemyślałbym na miejscu Eweliny swoją postawę. OBCA KOBIETA dobrowolnie adoptowała ją, bo inaczej byłaby SIEROTĄ chociaz jej bilogiczna matka żyje!!! OBCA KOBIETA ją pokochała, dawała jej miłość. Chroniła od zła! Dlatego nie chciała jej powiedzieć prawdy. A Ewelina DO NIEJ ma pretensje? Nie do swojej bilogicznej matki tylko DO NIEJ? Powinna NA KOLANACH ją przepraszać. I dziękować za wszystko, co ta OBCA KOBIETA dla niej zrobiła.POKOCHAŁA JĄ! Pokazywała dobre strony życia. Postawa Eweliny naprawdę była i jest NIE DO PRZYJĘCIA. Adopcja to piękna rzecz. Tylko adoptowane dzieci często tego nie rozumieją. Traktują swoje zastępcze matki jakby to ONE ZABRAŁY JE od matek biologicznych. To ARCYNIESPRAWIEDLIWE!!!
-
24.08.2010 (08:33)slowa slowami ... to nie koleda ze slowo cialem sie stalo znam wiele takich slow matek ze sie robi...a wam tez sie robi we lbach ... jak mozna ocenic...ze niebo sie pomylilo chyba wzgledem was zetrzyma na powierzchni...
-
24.08.2010 (08:37)
-
24.08.2010 (08:43)~j23Lepiej dzieciom NIE mówić.Nie zgodzę się z Tobą bo to uda się jedynie w przypadku gdy wyprowadzisz się i całkowicie zerwiesz kontakty z rodziną i wcześniejszymi znajomymi. W przeciwnym wypadku masz 99% szans że ktoś się wygada. Dziecko, które dowie się o adopcji przez przypadek, szczególnie w wieku "buntu" może zachować się w taki sposób, że albo całkowicie się na adopcyjnych rodziców obrazi albo posunie się dalej i tragedia gotowa. Najlepiej jak dziecko wie od małego bo wtedy "mamusia" i "pani która urodziła" (cyt. wg. dziecka: "pani urodzicielka" ;) ) stają się normalnymi aspektami jego życia.
-
24.08.2010 (08:55)Dzis tacy realni, materialni, można nas uszczypnąc do bólu czy dotknąc, zapominamy, że przed naszym poczęciem chociaż świat już istniał, My bylismy pogrążeni w otchłani nicości. Dlatego każdy z nas chce miec "poczucie własnej tozsamości". Chce wiedzieć skąd przyszedł, kto był mamą, dziadkiem, prabacią... .Mamy wtedy podświadome zaczepienie i połączenie z przeszłością. Nikt tego nie uczy, nie każe po prostu tak mamy sami z siebie...U dziecka z naturalnymi rodzicami takie poczucie tożsamości jest oczywiste, nawet się nad tym nie zastanawia i rozwija sie swobodnie bo stoi "na twardym gruncie". Ale mimo prawa każdego z nas do posiadania własnej tożsamości, uważam że dziecku adoptowanemu, czy dziecku "nie męża" nie należy mówić, że nie jest sie jego biologicznymi rodzicami. Utrzymywac tajemnicę jak najdłużej, a jeżeli się da wogóle nie mówic. Bo z poznania prawdy jak pokazuje życie nic dobrego nie wynika. Takie dziecko 'traci grunt pod nogami", w śrdowidku rówiesników jest kimś "innym, obcym". Zaczyna dązyc do poznania i odszukania prawdziwych rodziców. Często przeradza sie to w obsesje na całe zycie. Takie dziecko już jako nastolatek jest jak wędrowiec który staje przed drogowskazem. Nawet, gdy osiągnie cel, w wielu przypadkach nic dobrego z tego nie wynika. Rozczarowanie, poczucie winy, destabilizacja zycia jednej i drugiej rodziny. A i pewien smutek bo jest tutaj pewna forma "zdrady" przybranego taty i mamy, która całowała, tuliła, szukała najlepszych lekarzy, czy szkoły i w żaden sposób nie dawała odczuć że to "kukułcze jajo".. ..Wszystko to widac w powyzszym przykładzie.
-
24.08.2010 (09:41)Trzeba w porę powiedzieć dziecku, że jest adoptowane. Wtedy jest szansa, że zrobimy to delikatnie i przekażemy całą miłość jaką do niego czujemy. Zawsze zbnajdzie się ktoś, kto usłużnie poinformuje cię i tym prędzej czy później.Moja druga mama powiedziała do mnie : "Ja miałam szczęście, bo sobie ciebie WYBRAŁAM. Inne mamy nie wiedzą co ich czeka, czy córka czy syn, a ja widziałam jaka jesteś, poznałam cię, pokochałam" Ale niestety, wcześniej powiedział mi o tym ktoś inny - babcia- matka mojej zmarłej biologicznej mamy. Była zazdrosna, że tak przywiązałam sie do drugiej mamy, której ona nigdy nie zaakceptowała. Byłam dzieckiem z pierwszego małżeństwa.To był szok! znienawidziłam ojca i matke. Długo trwało zanim pogodziłam się z faktami, zanim uwierzyłam, że mnie kochają. Wątpliwości i kompleksy miałam aż do czasu jak urodziłam własne dziecko. Wtedy wiele zrozumiałam. Pogodziłam się z losem. I wreszcie poczułam wdzięczność dla drugiej mamy za wychowanie i miłość. Zostałyśmy matka i córką, przyjaciółkami. Zawsze mogłam liczyć na jej dobrą radę.
-
24.08.2010 (09:52)
-
24.08.2010 (09:53)Jestem dojrzałą kobietą żoną matka a nawet już teściową. Mam ogromny żal do rodziców adopcyjnych,iz nie mieli odwagi wyjawic mi prawdy, kolezanki gdy miałam 9 lat powiedziały mi, że znaleziono mnie na torach kolejowych , a w wieku 14 lat podczas pobytu mamusi w klinice, gdy chciałam opłacić energię znalazłam postanowienie sądu i dowiedziałam się,iz prawdopodobnie pochodzę z kazirodczego gwałtu. Wtedy to skończyło sie zarówno moje dzieciństwo jak i młodość, stałam się dojrzała ale za jaką cenę?? Rodzicom nigdy nie powiedziałam , że wiem. Matkę biologiczną poznałam, juz nie żyje.
-
24.08.2010 (16:36)
-
24.08.2010 (16:47)
-
24.08.2010 (16:59)to jest trudne ,bo nie powiedzieć jest bardzo żle ,powiedzieć też,ogólnie są to bardzo ciężkie dzieci,i jak się mówi nie wazne kto urodził tylko kto wychował,to niestety one tego nie doceniają,czyli nie dogodzi,nieraz to poświęcenie dla nich jest przemyte wielkimi łzami,a gdy już dorosną też ciężko z nimi w związku,własnie rozpadło się moje małzeństwo z taką osoba,staralam się ale zawsze było mało milosci,teraz mam męża z wielodzietnej rodziny ,to on się stara i jest cudownie,nie da sie porównać ile życia zmarnowałam dla tamtego człowieka.
-
24.08.2010 (18:39)dzieci takie często nie umieją stworzyć rodziny.Nie umieja kochać.Mąż z wielodzietnej rodziny,a jeszcze najstarszy jest najlepszym kandydatem na męża.Od najmłodszych lat uczył sie odpowiedzialności za mlodsze rodzeństwo.
-
24.08.2010 (18:48)znam człowieka lat 83,który całe życie szukał swojej biologicznej matki.I nie znalazł,aczkolwiek znalazł osobę,która twierdziła,że zna jego matkę,ale przysięgła jej,że do śmierci nie wyjawi tajemnicy.Tylko ,kiedy ta biologiczna umarła,poinformowała go o tym kilka miesięcy póżniej przy okazji.Ta kobieta miała męża i dzieci i oni nic nie wiedzieli o tym,że ich matka miała wcześniej dzieci[ten pan był jednym z dwojga dzieci porzuconych przez tę matkę.Potem wyjechała do innej części Polski i wyszła za mąż.
-
24.08.2010 (19:20)często przytaczany jest argument "strachu", żeby powiedziec jak najwczesniej bo dziecko i tak sie kiedys dowie. Nie zgadzam sie z tym. Niech takie dziecko ma chociaż dzieciństwo "nienapiętnowane" innością. Niech przezywa pełnie tego dzieciństwa, szczęście i radość rowniez zz posiadania więzów krwi z własnymi rodzicami, niech zbuduje swoj spokoj wewnętrzny i osobowość. Bo świadomośc posiadania takich więzów (mimo że ich w rzeczywistości nie ma) pomaga kształtowac stosunki między dzieckiem i rodzicami daje poczucie bezpieczeństwa i dodatkowej więzi uczuciowej. Zawsze bedzie potem czas aby mogło sie dowiedzieć. Dojrzały, myślacy i dorosły człowiek, o wiele łatwiej przyjmie i zrozumie taki cios niż bezbronne dziecko. Wielu stawia bezwzgledny "dogmat" że niby w w imie prawdy trzeba powiedziec. Że prawda jakoby wyzwala. Nie!!! prawda która niszczy jest złem i taka nie jest nikomu potrzebna.
-
24.08.2010 (19:26)Synek pyta matkę:
- Mamusiu, czy ja jestem adoptowany?
Na to matka:
- Byłeś, ale cię oddali. -
24.08.2010 (19:44)Uwaga! dzieci adoptowane. Dajsce spokój z tym szukaniem biologicznej Matki. Ona i tak dla Was zrobiła najwięcej na świecie. Pozwoliła Wam ŻYĆ. A przeciez mogła inaczej. Dawniej tak jak i teraz na kazdym rogu ulicy był ginekolog co chciał zarobić. A i na pewno wiele kobiet, gazet i koleżanek namawiało Wasza Matkę do usunięcia Was gdy byliście tylko ciażą. Na szczęście dla Was Wasza Matka nie uległa. Ze Was zostawiła, na pewno miała jakies powody. Udowodnijcie, że Jej trudna decyzja urodzenia Was była kednak słuszna i doceńcie to, bo to dzieki niej możecie ogladac jak piekny jest świat, możecie oddychac powietrzem, kochac, być kochanym i również samemu byc rodzicami. Również dzięki jej decyzji Wasi przybrani rodzice mogli cieszyć sie szczęściem posiadania i wychowywania dziecka. Zostawcią to, bo odnajdując Ją, otworzycie "puszke Pandory", wywołacie poczucie winy, wyrzuty sumienia zburzycie spokój i mir domowy, który gdzies w świecie Ona osiągnęła.
-
24.08.2010 (20:11)~henrykszprzemyślałbym na miejscu Eweliny swoją postawę. OBCA KOBIETA dobrowolnie adoptowała ją, bo inaczej byłaby SIEROTĄ chociaz jej bilogiczna matka żyje!!! OBCA KOBIETA ją pokochała, dawała jej miłość. Chroniła od zła! Dlatego nie chciała jej powiedzieć prawdy. A Ewelina DO NIEJ ma pretensje? Nie do swojej bilogicznej matki tylko DO NIEJ? Powinna NA KOLANACH ją przepraszać. I dziękować za wszystko, co ta OBCA KOBIETA dla niej zrobiła.POKOCHAŁA JĄ! Pokazywała dobre strony życia. Postawa Eweliny naprawdę była i jest NIE DO PRZYJĘCIA. Adopcja to piękna rzecz. Tylko adoptowane dzieci często tego nie rozumieją. Traktują swoje zastępcze matki jakby to ONE ZABRAŁY JE od matek biologicznych. To ARCYNIESPRAWIEDLIWE!!!Powinna nie powinna,. Przypomniała mi sie taka historia. W Afryce jakieś 15 lat temu, czli ok 1990 roku pewien kapitan zrobił przewrót i zastał szefem państwa - dyktatorem. Miał 33 lata. Niestety nie pamiętam jego nazwiska , ani nazwy państwa. Afryka północno-zachodnia. Pierwszą żeczą którą zrobił po objęciu władzy , to zamordował swoich rodziców, matke i ojca , by zmyc z siebie hańbe. Rodzice byli nauczycielami. Byli to przybrani rodzice , a on był adoptowany przez nich. Autentyczna historia. Niestety nie pisali więcej na ten temat , jak ci przybrani rodzice go traktowali , w każdym razie na tyle dobrze że mogł skończyć szkołe średnia i pojsc do wojska na oficera. Bdąc sierąta w Afryce , albo by zdechł , albo by byl , jak bedomny pieś tragarzem ,albo służącym na farmie , a nie oficerem. A on czuł sie shańbiony , tym że był adoptowany i zamordował swoich rodziców. Takie świrusy w Afryce , ale czemu szukac daleko , Jarosław K. , tez ciągle czuje sie schańbony przez wszystkich i wszystkich chciałby wsadzic do więzienia , jakby mógł. Oprócz najwierniejszych bezwolnych zlugów z (...).
