osoba, z którą mieszkam ma syna z poprzedniego związku. synalek jest niemiłosiernie rozbestwiony. zdaniem tatuńcia wolno mu wszystko. w moim mieszkaniu, tj ciągnąć psa za uszy, wkładać mu palce do oczu, psuć komputer i oblepić otoczenie rękami brudnymi od słodyczy. na moją uwagę, że kiedyś pójdzie do szkół, gdzie dyscyplina jest wymagana - i słusznie, reaguje agresją obrażalstwem itp. atrakcjami. "to jest mój syn, słyszysz ?" - wywrzaskuje. NO WŁAŚNIE!
Pokaż:
- chronologicznie
- drzewko
Sortuj:
- od najstarszych
- od najnowszych
Bliskie spotkania III stopnia (34)
Przeczytaj artykuł, którego dotyczy ten temat-
26.05.2010 (07:21)
-
26.05.2010 (07:31)Okropna sytuacja dla kobiety. Chyba byłoby mi szkoda życia na takie ścieranie z pasierbami. Lubię dzieci ale chyba nie poradziłabym sobie w takiej sytuacji. Tylko współczuć.
-
26.05.2010 (08:42)Mam dwoje dzieci i związałam się z mężczyzną który też wychowuje dwojke chłopców,chłopaki dają w kość i są problemy ale nigdy nie było sytuacji aby przyszły mąż nie stanął po mojej stronie, najważniejsze aby partnerzy byli zgodni w wychowaniu, jesteśmy razem i nie ma moje czy Twoje dzieci są NASZE
-
26.05.2010 (09:22)Bo najpierw trzeba sprawdzić czy dzieci Ciebie akceptują. Fascynuje mnie to, że często tatuś czy mamusia znajdują sobie nowego partnera i nawet im do głowy nie przychodzi aby zapytać dzieci co o tej osobie myślą. Ciekawe jakbyście wy zareagowali jakby ktoś wam do domu sprowadził całkowicie obcego człowieka i powiedział - od dzisiaj żyjesz z tą osobą, masz jej słuchać we wszystkim i szanować.
Często drugi biologiczny rodzic dzieci żyje, tyle że jest po rozwodzie.
Jak dla mnie to czy się rozwiedliście czy nie, to nadal jesteście rodzicami. I zanim dzieci nie skończą 18 lat powinniście nie wiązać się z nowymi partnerami a przynajmniej nie sprowadzać ich do domu. To nie jest wina dzieci żeście się rozstali z poprzednim partnerem (albo że umarł) i nie róbcie im czegoś co by i dla was było bardzo nieprzyjemne. -
26.05.2010 (09:41)A co zrobić gdy sytuacja jest trochę inna ?
Dwa lata temu wyszłam po raz drugi za mąż. Mamy dzieci z pierwszych małżeństw mąż ma córkę ja syna. Znamy się od kilku lat.
Nie mam problemów z pasierbicą - dogadujemy się bez problemu, ale mój syn nie akceptuje mojego męża mimo że ojciec syna w ogóle się nim nie interesuje. Opowiada niestworzone historie na temat ojczyma, obraża go, nie szanuje. Nie skutkują żadne metody wychowawcze. Mój mąż jest bardzo skrzywdzony przez pasierba i też jest mu ciężko wyciągać do mojego syna rękę za każdym razem. Wywołuje to między nami wszystkimi konflikty. Czasem nie wiadomo już co robić. Próbowaliśmy już chyba wszystkiego. A na początku wszystko było w porządku. Mój syn nie okazywał niechęci do mojego męża. -
26.05.2010 (10:50)~jaBo najpierw trzeba sprawdzić czy dzieci Ciebie akceptują. Fascynuje mnie to, że często tatuś czy mamusia znajdują sobie nowego partnera i nawet im do głowy nie przychodzi aby zapytać dzieci co o tej osobie myślą. Ciekawe jakbyście wy zareagowali jakby ktoś wam do domu sprowadził całkowicie obcego człowieka i powiedział - od dzisiaj żyjesz z tą osobą, masz jej słuchać we wszystkim i szanować. Często drugi biologiczny rodzic dzieci żyje, tyle że jest po rozwodzie. Jak dla mnie to czy się rozwiedliście czy nie, to nadal jesteście rodzicami. I zanim dzieci nie skończą 18 lat powinniście nie wiązać się z nowymi partnerami a przynajmniej nie sprowadzać ich do domu. To nie jest wina dzieci żeście się rozstali z poprzednim partnerem (albo że umarł) i nie róbcie im czegoś co by i dla was było bardzo nieprzyjemne.
Jak możesz cos takiego wogóle pisać. Postaw sie w sytuacji samotnej matki bądź ojca. Czy przez wszystkie te lata (do 18 dziecka)mają z wszystkim "walczyć" sami, nie zasługują na pomoc, wsparcie drugiej osoby i przede wszystki miłość??? Dziecko chyba też będzie miało lepiej gdy będzie miało oprócz biologicznego rodzica kontkt z kimś innym. Sama mam taką sytuację: Związałam się z mężczyzną który z poprzedniego małżeństwa ma 10-cio letnią teraz dziewczynkę. Jej matka jest za granicą, przyjeżdza rzadko i na krótko. Czy taka dziewczynka nie potrzebuje wsparcia i obecności kobiety której może zapytać o różne sprawy z którymi raczej do ojca nie pójdzie, podglądać jak sie malować, ubierać, jak robić różne zarezerwowane dla kobiet czynności. Przyznam że nie zawsze jest różowa ale obie sie staramy żeby było jak najlepiej. -
26.05.2010 (11:26)"Patch Work" familia to wielki problem. To konflikt interesow dzieci i
rodzicow. Podczas gdy my rodzice tesknimy za tym razem spelniona
miloscia, dzieci tesknia za swym utraconym otoczeniem. Nie ma mowy
owielkim romantyzmie . Dzieci szybko sprowadzaja nas na ziemie. Mialem ten sam problem. Moje rozwiazanie - zyjemy razem , ale kazdy
w swoim mieszkaniu. Przez to unikamy wiele konfliktow,mamy czas
dla siebie( sex iinne aktiviteten) ale takze dla dzieci. Kiedy one sie usamodzielnia zamiezamy zamieszkac ze soba. -
26.05.2010 (12:34)jeśli nie potrafisz uszanować czyjegoś dziecka i znaleść z nim kontkakt...lepiej od razu zrezygnuj z posiadania dzieci ponieważ jeśli tu sobie nie radzisz to z biologicznym dzieckiem też sobie nie poradzisz...więc proponuję życie singla...bez potomstwa...z duża ilością parzenia się...
-
26.05.2010 (13:46)~jaBo najpierw trzeba sprawdzić czy dzieci Ciebie akceptują. Fascynuje mnie to, że często tatuś czy mamusia znajdują sobie nowego partnera i nawet im do głowy nie przychodzi aby zapytać dzieci co o tej osobie myślą. Ciekawe jakbyście wy zareagowali jakby ktoś wam do domu sprowadził całkowicie obcego człowieka i powiedział - od dzisiaj żyjesz z tą osobą, masz jej słuchać we wszystkim i szanować. Często drugi biologiczny rodzic dzieci żyje, tyle że jest po rozwodzie. Jak dla mnie to czy się rozwiedliście czy nie, to nadal jesteście rodzicami. I zanim dzieci nie skończą 18 lat powinniście nie wiązać się z nowymi partnerami a przynajmniej nie sprowadzać ich do domu. To nie jest wina dzieci żeście się rozstali z poprzednim partnerem (albo że umarł) i nie róbcie im czegoś co by i dla was było bardzo nieprzyjemne.
RACJA - dzieci bardzo przezywają rozpad rodziny i nie należy im serwować niespodzianek typu "nowa ciocia", zwłaszcza , gdy np ma sztuczny uśmiech i pseudo uczucia, a "sympatię" dla dziecka wyraża tylko np z uwagi na tatusia, którego udało jej się wyciagnąc z domu.
Wprowadzenie nowej osoby w swiat dziecka, które już sporo przeżyło w związku z rozwodem rodziców to cios a nie niespodzianka. I może się odbić na całym późniejszym życiu. -
26.05.2010 (13:49)a co ma macierzyństwo do opcych dzieci??? wlasne dzieci maja do ciebei wiekrzy szacunekniż przyszywane i wcale nie jest tak ze jak z nimi sobie nie radzisz to i nie poadzisz sobie z wlasnymi.
-
26.05.2010 (14:50)Mój syn mieszka z byłą żoną.
Często się spotykam z synem, głównie w towarzystwie mojej partnerki (od 6 lat tej samej - syn ma 10 lat, małżeństwo przetrwało zaledwie 4 lata).
Relacje?
Moja partnerka jest większym autorytetem dla syna niż matka.
Czy moja partnerka lubi mojego syna?
Tak, bardzo lubi... dużo od niego wymagać i "terroryzować" go :D
Co syn na to?
Lubi, jak się od niego dużo wymaga i zmusza do samodzielnego myślenia. -
26.05.2010 (15:53)A ja się z Wami nie zgadzam. Mam 16lat i kilka lat temu (bodajże w 5 podstawówce) mówiliśmy o rozwodach. Wtedy doszłam do wniosku że pomimo tego, że kocham moich rodziców i ich rozwód byłby dla mnie ogromnym ciosem, bez sensu byłoby gdyby przeze mnie musieli żyć z ograniczeniami, lub co gorsza ukrywać się ze swoją nową miłością. Albo jeśli ktoś twierdzi, że dla dobra dziecka rodzice nie powinni się rozstawać. No dobra - ale gdzie wtedy ktoś widzi dobro dziecka? Sugerujecie, że wysłuchiwanie codziennych kłótni i czucie coraz bardziej napiętej atmosfery jest lepsze dla dziecka? Nie dziękuję - lepiej mieć dwóch szczęśliwych i kochających rodziców osobno niż sfrustrowanych razem... A wracając do tematu... Dlaczego dziecko ma być ponad rodzicem? Nie powinno być ani tak, ani na odwrót. Jak dla mnie te dzieciaki, które z góry zakładają, że macocha jest "be" i odrzucają wszelkie jej starania, a nawet prowokują, są poprostu zwykłymi egoistami. Każdemu trzeba dać szansę, tym bardziej jeśli miałoby się to przyczynić do szczęścia osoby, którą kochamy - prawda? Bo co to za miłość jeśli dbamy tylko o własne szczęście i własne "widzimisię"? Rodzic też ma prawo do szczęścia i miłości.
-
26.05.2010 (16:43)To bardzo trudny problem. Ja przez 40 lat byłam /jestem macochą.
Jak dziecko było jeszcze dzieckiem i potem gdy miało już swoje dzieci
to było trudno ale jakoś dawałam radę. Teraz gdy już nie jestem potrzebna to jest horror! Żadnego ludzkiego odruchu, życzeń jedynie
przyjedż zrób daj. Od dzieci partnera trzeba się trzymac na dużą odleg-
łśc. -
26.05.2010 (16:48)mam pytanie,
moi rodzice rozstali się 10 lat temu, tata zamieszkał z "pewną panią", która przez te wszystkie lata starała się zaskarbić moją miłość i zaufanie, co poniekąd jej się udało. Lubię ją, choć wiem, że to przez nią rozpadło się małżeństwo moich rodziców. Mój tata i Ona nie są małżeństwem, żyją w nieformalnym związku. Ona kupuje mi prezenty i zawsze pamięta o wszystkich świętach czy urodzinach. Czy powinnam złożyć jej dziś życzenia z okazji dnia matki? -
26.05.2010 (16:56)
-
26.05.2010 (17:32)Moji rodzice nie rozwodza sie lecz czasami kluca sie o np. pieniadze sprzatanie Bardzo sie wtedy denerwuje i dzwonie do babci lecz od prawie 2 lat moja babcia nie zyje ( czuje jak by to ona umarla wczora ) wiec musze radzic sobie sama Zdaje sobie sprawa ze moji rodzice nie kluca sie strasznie ale poprostu tego nie lubie a w szczegulnosci jak moja mama wybacza tacie na 2 dzien a ja wtedy nie odzywam sie a ni do niej ani do taty co potem o ni obrarzaja sie na mnie
mama wiele razy myslala o rozwodzie ale tata przychodzi i ja caluje i jest wszystko OK -
26.05.2010 (17:40)Dziękuję Anno - poprostu piszę to, co myślę :)
LAURO - ja uważam, że to pytanie możesz zadać tylko sobie. Odpowiedz sobie na pytanie - co tak naprawdę czujesz do swojej "macochy" (jakoś nie podoba mi się to określenie), czy jest dla Ciebie ważna i w jakim stopniu. Najważniejsze jest to co do niej czujesz, nie pytaj o radę innych tylko sama zdecyduj :) Nie kieruj się rozumem, tylko sercem. W takich przypadkach według mnie to najlepsze rozwiązanie.
Co do komentarza baby44 - uważam, że nie masz racji. Gdyby wszyscy mieli takie podejście jak Ty, nie istniałoby dzisiaj wiele szczęśliwych rodzin z ojczymami i macochami (znam kilka takich). Rozumiem Twoją frustrację, ale to nie zależy od tego czy dzieci są Twoje, czy Twojego partnera. Brat mojej mamy ożenił się z kobietą, która w ogóle nie szanuje mojej babci (mieszkają z nią). Wyzywa, sama nic w domu nie robi, nawet dziećmi mało co się zajmuje. Mój wujek jednak nie potrafi się z nią rozstać. Takie sytuacje są ciężkie, jednak nie można postrzegać tego w kategoriach - są takie, bo nie są moje. Takie jest moje skromne zdanie. -
26.05.2010 (17:43)mam pod opieka dzieci partnera.. takich zwzków nie polecam nikomu. nigdy dobrze nie bedzie,,a ktos kto twierdzi inaczej to w takich układach nie był i głupoty gada
-
26.05.2010 (17:56)onciu... Zdarzają się różne przypadki. Fakt - ja nie byłam w takim związku. Ale mama mojej najlepszej przyjaciółki jest (znamy się praktycznie od zawsze i jesteśmy dla siebie jak druga rodzina). I uwierz mi - zarówno ona stara się akceptować ojczyma, jak i dwójka jego dzieci odwzajemnia te starania. Dodam, że od pięciu lat są szczęśliwą rodziną.
-
26.05.2010 (19:32)Nienawidze mojej macochy i zycze jej jak najgorzej przez ta dz.... malzenstwo rodzicow sie rozpadlo. Na szczescie mieszkam z matka a jak widze ta s... to sie porpostu plecami odwracam zeby nie widziec jej twarzy a raczej pyska..
