Przejdź na stronę główną Interia.pl

Wegański umysł, wegańskie serce

Weganizm dawno temu przestał być dietą, a stał się stylem życia. Zarówno na świecie, jak i w Polsce powstają bezmięsne kluby sportowe, rozwijają się wegańska moda i serwisy randkowe. Co wywołało tę rosnącą zieloną falę?

Jest nas już półtora miliona! - cieszy się Werka, weganka i wegebaristka z Warszawy, i wręcza mi naklejkę z uśmiechniętą krową. "Don’t eat me", mówi krowa, czyli "nie jedz mnie".

Reklama

Werka jest na diecie wegańskiej od siedmiu lat, odkąd poszła na studia. W jej kawiarni wszyscy pracownicy są weganami. Podobnie większość klientów: brodatych hipsterów w okularach i ich koleżanek w kolorowych sukienkach.

- Kiedy zaczynałam tu pracę, ludzie zadawali mi najdziwniejsze pytania. Między innymi o to, czy jestem homo, bo wiadomo, że tylko homo nie jedzą mięsa - wybucha śmiechem. - Z kolei rodzice - kontynuuje Werka - myśleli, że to kolejna ekstrawagancja zwariowanej córeczki. A babcia poprawiała okulary na nosie i pytała: "Weganizm, weganizm. Wercia, córciu, powiedz szczerze. Czy to jakiś nowy komunizm?".

Bukiet jarzyn

Aktorka Maja Ostaszewska jest wegetarianką w drugim pokoleniu. Decyzję o niejedzeniu mięsa jej rodzice podjęli za nią. Na początku lat 70. w PRL-u na wegetarian patrzono podejrzliwie. Co innego, jeśli w sklepach nie było mięsa. Ale żeby nie jeść go z własnej woli?

"Do dziś podziwiam ich determinację - uśmiecha się Ostaszewska. - Ilość mitów i strasznych historii, które w tamtych czasach opowiadano o wegetarianach, była wstrząsająca. Pomijam opowieści o tym, jak dobra pani kucharka proponuje, że «wyjmie kurkę z rosołku», jeżeli ktoś nie chce z mięsem, bo te można usłyszeć także dziś. Ale na przykład, gdy ktoś z nas chorował na grypę, lekarka w ośrodku zdrowia potrafiła powiedzieć, że to przez dietę".

Sklepów ze zdrową żywnością w Polsce Ludowej nie było. Ojciec Mai, muzyk Jacek Ostaszewski, lider słynnej grupy Osjan, regularnie koncertował za granicą. Przywoził kartony zdrowej, wegetariańskiej kontrabandy.

"W Polsce nie było żadnego mleka ryżowego, tofu itd. Wegetariańsko można było zjeść tylko w barach mlecznych. W restauracjach pozostawał zawsze nieśmiertelny bukiet jarzyn", dodaje.

W latach 90. kulinarna świadomość Polaków zaczęła się radykalnie zmieniać, ale w pierwszej kolejności wpłynęły na nią amerykańskie fast foody, które po upadku żelaznej kurtyny szturmowały dawny blok wschodni.

"Na planach filmowych proponowano mi rzeczy najrozmaitsze - wspomina Ostaszewska. - Zdarzyło się nawet, że dostałam «wegetariańskie» pierogi z... mięsem. Później, gdy pojawił się termin weganizm, czyli całkowita rezygnacja z produktów pochodzenia zwierzęcego, ludzie przestali z tego już cokolwiek rozumieć. Do dziś, jak mówię, że nie jem mięsa, proponuje mi się rybę".

Trzeba jednak przyznać, że teraz Polska przeżywa prawdziwy rozkwit kuchni wegetariańskiej i wegańskiej. Według HappyCow, popularnego amerykańskiego portalu dla wegan i wegetarian, Warszawa jest jednym z największych wegemiast w Europie Środkowo-Wschodniej. Portal podaje listę ponad stu lokali przyjaznych amatorom kuchni roślinnej.

Zresztą cała Polska jest w europejskiej wegeczołówce. Nie dorównujemy jeszcze Francji, Anglii czy Niemcom, ale daleko w tyle zostawiamy kraje skandynawskie, Węgry, Czechy, Portugalię i Grecję.

Na świecie wegański szał trwa znacznie dłużej. Dietę roślinną wychwala m.in. Anthony Kiedis. Wokalista amerykańskiej grupy Red Hot Chili Peppers uważa, że weganizm pomógł mu odstawić narkotyki, od których był uzależniony od dziecka. Wegankami są też aktorka Natalie Portman i piosenkarka Beyoncé.

Gwiazda filmu "Sama przeciw wszystkim" (reż. John Madden) Jessica Chastain walczy o prawa zwierząt, a słynna tatuażystka celebrytka Kat Von D (właśc. Katherine von Drachenberg) promuje swoje wegańskie kosmetyki.

Weganizm dawno temu przestał być dietą, stał się stylem życia. Na świecie powstają nie tylko restauracje, ale także kluby i bary dla wegan, prężnie rozwija się wegańska moda. Anglicy mogą się nawet pochwalić pierwszym na świecie profesjonalnym wegańskim klubem piłkarskim! Forest Green Rovers F.C. grają w trzeciej lidze, istnieją od 127 lat i mają ekostadion z dwoma tysiącami miejsc siedzących.

Powstaje też coraz więcej serwisów randkowych dla wegetarian i wegan. "Nie potrafiłbym być z mięsożerną dziewczyną", przyznaje na publicznym forum użytkownik jednego z nich.

"Po pierwsze nie dogadalibyśmy się w kuchni. A po drugie... ona zjada te zwierzęta. Nie wiem, czy mógłbym na przykład o tym nie myśleć... wiecie kiedy".

Słowo "weganizm" zostało po raz pierwszy użyte już w latach 40. XX wieku, ale prawdziwą popularność ruch zdobył w ciągu ostatnich dziesięciu lat. Doczekał się nawet swoich mniej lub bardziej radykalnych odłamów.

Jednym z nich jest weganizm feministyczny łączący walkę o równouprawnienie kobiet z walką o prawa zwierząt. Istnieją ruchy widzące w diecie wegańskiej sposób na walkę z nierównościami społecznymi i wyzyskiem, uznając, że wysoka produkcja mięsa jest sztucznie pompowana, by nadmuchiwać rynki zbytu.

Sama dieta też ma wiele odmian. Zwolennicy witarianizmu jedzą wyłącznie surowe, nieprzetworzone warzywa, owoce i nasiona. Są tacy, którym najbardziej odpowiadają sojowe odpowiedniki potraw mięsnych. Ich lista nie ma końca: wegańska pizza, a nawet wegański boczek.

Hitem jest aquafaba, czyli woda po gotowaniu ciecierzycy (nadaje się też ta z puszki). Na jej bazie przygotowuje się m.in. mus czekoladowy, wegański majonez, ciasta, bo zastępuje jajka (po wystudzeniu aquafaba tężeje i można ją ubić tak jak pianę z białek).

W trybie slow

Aktorka Magdalena Popławska od dziecka czekała na dobry moment i szukała odwagi, bo wtedy, w późnych latach 90., na wegetarian patrzono z podejrzliwością.

"W rodzinie przez lata uchodziłam za dziwoląga - przyznaje. - Nie znałam innych ludzi, którzy nie jedzą mięsa. Czułam, że na każdym kroku muszę się tłumaczyć, podczas gdy to raczej mięsożercy powinni wyjaśniać, dlaczego są obojętni na cierpienie zwierząt".

W dzieciństwie Popławska spędzała wakacje u rodziny na wsi. Zaprzyjaźniała się ze zwierzętami. "Te przyjaźnie kończyły się dość tragicznie - wspominała kiedyś. - Któregoś lata byłam przy cieleniu się krowy. Cielak był moim kompanem, dopóki nie zobaczyłam go wiszącego do góry nogami z poderżniętym gardłem. Spędziłam z nim parę miesięcy życia, byłam świadkiem, jak go zabijano. To był mój dziecięcy dramat - mówi dziś. - Uświadommy sobie, że te nasze kochane psy, które trzymamy w domu, którym kupujemy ubranka, one czują tak samo jak cielaki i świnie. Oburzamy się, że w Chinach jedzą psy, a nie rusza nas cielęcina? Dla mnie to jest to samo co pies czy kot. Zwróćmy uwagę, z jakim okrucieństwem zwierzęta są nawet nie hodowane, ale produkowane. Powinniśmy zadbać, żeby zadawać im chociaż mniej bólu".

Z podobnych powodów z mięsa zrezygnowała aktorka Agata Buzek. "Kocham zwierzęta i nie wyobrażam sobie, że raz się nimi zachwycam, głaszczę, a za chwilę je zjadam i nie pamiętam, że w międzyczasie cierpiały, że ktoś je zabił, w jakich warunkach się to odbyło", opowiadała w jednym z wywiadów.

Zaczęło się od artykułu w prasie. "Jednym z tematów było tam życie zwierząt hodowlanych, ich transport, rzeźnie itd. Od tego dnia nie zjadłam już mięsa, nie chcę być częścią tego okrucieństwa".

Popławska przez lata popełniała klasyczne dietetyczne błędy początkujących wegan. "Jadłam cokolwiek, byleby nie było to mięso" - mówi. Wszystko się zmieniło, gdy urodziła córkę. "Wtedy musiałam się wielu rzeczy dowiedzieć", tłumaczy. Dziś, kiedy chce przekonać znajomych do diety wegańskiej, pokazuje im siebie i córkę: "Jesteśmy superzdrowe, mamy szczupłe sylwetki".

Odejście od mięsa jest zwykle wejściem w bardziej świadome żywienie, bardziej świadomy tryb życia. Natalia Viktorovna, czyli popularna blogerka modowa Glamourina (pochodzi z Ukrainy, ale mieszka w Warszawie), zaczęła od jogi, potem zainteresowała się dietą.

- Wchodzisz w tryb slow - opowiada. - To jest jak drugi krąg kulturowy, który zresztą coraz bardziej przedziera się do mainstreamu. Przestajesz jeść mięso, kupować skórzane rzeczy, staranniej wybierasz kosmetyki. To wszystko pozwala się trochę uwolnić od konsumpcjonizmu i zwolnić. Viktorovna na swoim blogu promuje ubrania wegańskie, czyli takie, przy których produkcji nie cierpiały zwierzęta.

"Są marki, które tworzą rzeczy specjalnie dla wegan - tłumaczy. - Ale nawet w popularnych sieciówkach można coś znaleźć. Sama staram się kupować te od projektantów, w niedużych manufakturach. Są droższe, ale ja mam taką filozofię, żeby kupować mniej, rzadziej, ale lepszej jakości. Wybieram proste, minimalistyczne rzeczy, które ani nie zaczęły być modne w zeszłym sezonie, ani nie przestaną być w następnym".

Muły i brokuły

Prawda jest taka, że bycie weganinem lub chociaż wegetarianinem jest dziś powodem do dumy. "Sam się już pogubiłem, tyle jest rodzajów wegetarianizmu - śmieje się Michał Piróg, tancerz, choreograf. - Są wegetarianie, którzy jedzą ryby, i tacy, którzy jedzą kurczaka - wylicza. - Są też tacy, którzy raz w tygodniu, kiedy nikt nie patrzy, pochłaniają kotleta, a na rauszu zatrzymają się w kebabie. Fajnie jest zdrowo żyć, fajnie jest powiedzieć o sobie, że się jest wegetarianinem".

O tym, że lepiej być w swoich kulinarnych decyzjach konsekwentnym (albo chociaż czasem się nie przyznawać), przekonała się aktorka Joanna Jabłczyńska, która kiedyś wspomniała, że lubi łączyć dietę wegańską z... rosołem.

"Wiele lat jadłam mięso, potem ze względów zdrowotnych przestałam. Czasem robię jednak wyjątki. Przeszłam na dietę wegańską, ale zdarza mi się zrobić rosół albo zjeść jajka czy owoce morza", powiedziała w wywiadzie, za chwilę dodając przytomnie: "Weganie spalą mnie na stosie".

Michał Piróg nie je mięsa od piętnastu lat. "Odstawiłem je głównie z powodów etycznych. Nie chciałem mieć nic wspólnego z okrucieństwem wobec zwierząt. Straszne są te fabryki, w których się je trzyma. A zresztą rolnicze hodowle też nie są niczym fajnym. Hodujesz zwierzę, fundujesz mu emocje, poczucie bezpieczeństwa, a potem bierzesz siekierę. Rozumiem ludzi, którzy żyją w takich częściach świata, gdzie bez mięsa się nie przeżyje. Ale w naszej rzeczywistości wszystko da się zastąpić. Ludzie nie lubią myśleć o tym, skąd się bierze mięso. No bo skąd? Z paczki w supermarkecie. Ktoś się zastanawia nad tym, przez jaki koszmar musiało przejść żywe, czujące zwierzę, żebyśmy mogli zjeść mięsny obiad?"

Jeśli kogoś nie przekonują względy etyczne, powinien, zdaniem Piróga, pomyśleć o własnym zdrowiu. "To naprawdę działa - przekonuje. - Po ciężkiej kontuzji wyszedłem na prostą właśnie dzięki diecie wegetariańskiej. Badania naukowe dowodzą, że dieta wege jest niejednokrotnie zdrowsza od mięsnej".

I rzeczywiście dietę roślinną coraz częściej wybierają sportowcy. Weganką jest na przykład brązowa medalistka igrzysk olimpijskich w Rio de Janeiro, pięcioboistka Oktawia Nowacka. "Pierwszy sezon sportowy po rewolucji żywnościowej był najlepszy w moim życiu - opowiadała po powrocie z olimpiady. - Wygrałam puchar świata, nie schodząc z podium przez cały cykl trwania zawodów".

Na dietę wegańską przechodzą nawet kulturyści, np. Amerykanin Robert Cheeke czy Kendrick Farris, jedyny weganin wśród ciężarowców. Szymon Urban, trener personalny, dietetyk, autor bloga Muły i brokuły, a prywatnie weganin, uważa, że na diecie roślinnej można uzyskiwać te same efekty sportowe jak przy jedzeniu mięsa.

"Nikomu nie narzucam poglądów - tłumaczy. - Nikogo nie staram się przekonywać. Z reguły przychodzą do mnie osoby na diecie tradycyjnej. Zdarza się, że z biegiem czasu przestawiają się na produkty roślinne i widzą, że tak też można mieć podobne rezultaty siłowe i wytrzymałościowe".

Urban został weganinem dla zdrowia. Wcześniej po treningu w siłowni jadł kurczaka z ryżem - ulubiony element diety kulturystów. "Wiadomo, w siłowniach pokutuje mit, że osoby ćwiczące potrzebują ogromnych ilości białka i że tylko białko zwierzęce wchodzi w grę - mówi. - To nieprawda. Opuściła mnie zgaga, nadkwasota. Sam trening był bez różnicy. Można tak samo budować masę mięśniową. Można mieć takie same osiągi w siłowni, a je się zdrowiej. Na diecie wegańskiej pobiłem wszystkie moje rekordy siłowe i wytrzymałościowe".

Na zdrowie

Violetta Domaradzka pierwszy maraton pobiegła po dwóch miesiącach treningów. Po roku zrobiła pierwszą "stówkę", a konkretnie 115 kilometrów po Podkarpaciu. Od tej pory stara się biegać "stówki" raz w miesiącu.

"Po pierwszym ultramaratonie z trudem mogłam się ruszyć - przyznaje. - Jakbym miała grypę: bóle, bezsenność". Biegała w koszulce z napisem "Vegan". Inni biegacze byli ciekawi, boom na weganizm w Polsce dopiero się zaczynał.

W pierwszych kawiarniach pojawiało się mleko sojowe do kawy, w Warszawie było kilka wegańskich knajp. "Czułam się jak stacja do zadawania pytań", mówi. Dziś Domaradzka jest szefową mającego kilka tysięcy fanów portalu Vegan Run, organizuje treningi i "wegańskie" biegi. Jest autorką książek o diecie roślinnej dla biegaczy. Mięso - głównie ze względu na los zwierząt - przestała jeść sześć lat temu.

Niedługo później nieoczekiwanie wyleczyła się z kilku chronicznych schorzeń. "Przez całe życie borykałam się z chorobami dróg oddechowych, co pół roku byłam na antybiotykach - opowiada. - Lekarze mówili: pani tak ma. Rentgeny, homeopatia, badania, próbowałam wszystkiego. A po zmianie diety jak ręką odjął. Od czterech lat nie mam nawet kataru. Przestałam kichać. Wcześniej zapalenie oskrzeli było dla mnie stanem naturalnym, teraz już go nie pamiętam".

Jednym z najbardziej znanych wegebiegaczy w Polsce jest aktor Bartłomiej Topa. Regularnie biega ultramaratony, promuje dietę roślinną. "Nauczyłem się jeść zgodnie z dietą wegetariańską - mówił w jednym z wywiadów. - Zmiany, które zaszły na rynku żywności przez ostatnie 20 lat, są ogromne. Mamy dostęp do praktycznie każdej światowej kuchni. Wybierajmy świadomie".

Czy pani się bada?

Jeśli ktoś myśli, że weganizm przyszedł do Polski wraz z modą na sojową latte, jest w błędzie. Zmieniły się tylko nazwy. Marta Dymek, weganka, twórczyni bloga Jadłonomia, który prowadzi od sześciu lat, autorka wielokrotnie wznawianego debiutu "Jadłonomia - przepisy kuchni roślinnej" i wydanej niedawno "Nowej jadłonomii" (pojawił się już kolejny dodruk), podkreśla, że tradycyjna polska kuchnia wcale nie była mięsna.

- Powszechnie uważa się, że nasza tradycja to schabowy i mielony, a prawda jest taka, że dawna kuchnia polska opierała się w znacznej mierze na kaszach, jarzynach i strączkach. Wiele rzeczy uznawanych dziś za supermodne i zdrowe było na stołach naszych prababć i pradziadków. Na przykład soczewica czy kasza jaglana.

Dymek nie je mięsa od 16. roku życia, ale nie potępia tych, którzy to robią. Oprócz bloga od prawie dwóch lat ma swój program "Zielona rewolucja Marty Dymek" na antenie Kuchni+, w którym prezentuje przepisy na wegańskie potrawy i dzieli się wskazówkami na temat roślinnego gotowania.

Rzućmy okiem na polską wegetradycję. Równe 110 lat temu w Krakowie ukazała się książka Janisława Jastrzębowskiego pod tytułem "Precz z mięsożerstwem!". Składały się na nią, zdaniem samego autora, "Praktyczne wskazówki dla naszych postępowców do wyzyskania drożyzny mięsa w celu duchowego odrodzenia narodu polskiego".

Dawni jarosze zachęcali do odstawiania "krwawych zakąsek" pod hasłem "Żyjmy jarszczyzną, a nie trupizną". Jastrzębowski w wegetarianizmie widział szansę na odnowienie narodu polskiego i realizację celów, także tych niekulinarnych. "Jak socyalizm, idealny anarchizm, tak i wegetaryanizm już nie jest utopią", pisał. "To są trzy wielkie ideje, jakie prędzej czy później, muszą odrodzić zmęczonego kapitalistyczną kulturą Ducha ludzkiego. Co do wegetaryanizmu, to szczególniej godnem jest dla nas, Polaków, naszej uwagi i to, iż żaden rząd zaborczy nie jest w stanie zabronić nam «żyć po wegetaryańsku », t.j. bez mięsa, bez piwa, bez wódki, bez tytoniu itd., i grosz na tych truciznach zaoszczędzony, użyć na oświatę ludu, na zakładanie sadów, ogrodów i fabryk, koniecznych do udoskonalenia narzędzi rolniczych, jakie dziś musimy sprowadzać od Niemców za drogie pieniądze!"

Konstanty Moes-Oskragiełło (1850-1910), jeden z prekursorów polskiego weganizmu, już w XIX wieku dowodził: "Jarstwo jasno stwierdza, że ogólna cherlawość i większość chorób cielesnych, społecznych i moralnych, trapiących ludzkość mają źródło swe w braku zdrowia spowodowanym odstąpieniem od praw przyrodzonych (...). Ludzie przestępują te prawa codziennie, co godzina, prawie bezustannie, przewrotnym sposobem życia: trując się zaduchem miast i mieszkań, środkami sztucznej podniety, narkotykami jak tytoń, wyskok (alkohol), makowiec (opium), koka, herbata, kawa, różnymi rojowiznami, a na ostatku mięsem zwierząt, a nawet ludzi", grzmiał autor.

Nieco później, bo w 1912 roku, jarosz Rajmund Jankowski przekonywał, że wygnanie Adama i Ewy z raju i wszystkie nieszczęścia, które spadły na ludzkość w wyniku tego feralnego wydarzenia, są konsekwencją nietrafionych wyborów kulinarnych pierwszej pary.

"Adam i Ewa w Raju zostali powołani do pracy w ogrodnictwie powszechnem. Warunkiem życia rajskiego było to odżywianie się surowymi płodami matki ziemi znajdującymi się w granicach zielonej roślinności państwa roślinnego", pisał Jankowski w broszurze zatytułowanej "W obronie Zakonu Bożego".

Weganizm walczący ma długą tradycję i w XXI wieku doczekał się godnej kontynuacji w postaci, uwaga, wegedżihadyzmu. Jego wyznawcy są szczególnie aktywni w mediach społecznościowych. Charakteryzuje ich polityka: zero tolerancji dla mięsożerców.

Za jeszcze gorszego wroga uważają wegetarian niekonsekwentnych, takich, którzy choć mięsa nie jedzą, to sięgają po sery, jajka czy mleko.

Postępująca wegańska rewolucja doczekała się oczywiście kontrrewolucji. "Wegusów" atakuje się na każdym kroku za ich rzekome przekonanie o własnej moralnej wyższości, ale też za wiele innych rzeczy. Między innymi za satanizm. W internecie aż huczy od przestróg.

"Weganie to najczęściej sataniści", czytam na popularnym forum internetowym. "Najpierw weganizm, potem buddyzm, potem samobójstwo", piszą z kolei autorzy dużego portalu katolickiego.

"Powtarzające się bóle brzucha, migreny, złe samopoczucie, ciągły brak energii są poważnymi sygnałami, których istnieniu nie można z czasem zaprzeczyć". I dalej: "W USA i Wielkiej Brytanii ujawnianie prawdy o szkodliwości weganizmu może być ryzykowne, gdyż osoby otwarcie mówiące o tym, w jaki sposób zaszkodził im kilkuletni weganizm, spotykają się z silnym ostracyzmem ze strony społeczności wegańskiej oraz z zastraszaniem i groźbami pozbawienia życia, podobnie jak przy próbie opuszczenia organizacji typu czarna loża czy kościół szatana w USA".

Dodatkowym argumentem za związkami diety roślinnej z diabłem jest fakt, że kilka lat temu na dietę wegańską przeszedł sam książę ciemności, legendarny Ozzy Osbourne, brytyjski wokalista grupy Black Sabbath.

Zerwać z parówką

Nawet ludzie poważni, tacy jak krytyk teatralny i kulinarny Maciej Nowak, odnoszą się z pewną podejrzliwością do wegetarian. "Jedzenie mięsa jest elementem mojej tożsamości i kultury - powiedział kiedyś. - Nie pozwolę sobie tego odebrać. O weganach i wegetarianach myślę, że są rodzajem sekty. Jest w ich postawie sporo pychy, bo uważają, że w związku z tym, że nie jedzą zwierząt, są lepsi od innych, i to mnie naprawdę denerwuje".

"Maćkowi trzeba to wybaczyć, bo uwielbia wkładać kij w mrowisko - komentuje Marta Dymek. - Wszystkie wielkie idee na początku zawsze budziły opór. Coraz więcej osób dochodzi do takiego punktu, w którym zadaje sobie pytanie o to, co je. Podważa różne wybory, które do niedawna uznawał za oczywiste. Oczywiste było to, że wchodząc do sklepu, szło się do działu mięsnego i kupowało parówkę, serdelka, kiełbaskę. Ale kiedy się już zada pytanie: czy chcę, mogę jeść inaczej? - w którymś momencie można dojść do weganizmu. Jednak już sam fakt, że zmieniamy swoje żywieniowe przyzwyczajenia, jest wspaniały".

Ale odmieniając je, musimy uważać. Iwona Kibil, dietetyk, autorka książki "Weganka w ciąży", nie ukrywa, że początki na nowej drodze bywają trudne. Zdarza się, że początkujący weganie w poczuciu moralnej konieczności i kulinarnej beznadziei kończą na bułce z dżemem.

"Przychodzą wtedy z ciężką anemią - mówi. - Często też przechodzą na wegańskie odpowiedniki, bo nie potrafią inaczej. Czyli jedzą bułkę z wegańską wędliną, a do tego sojową parówkę i ser. Zabrzmi to dziwnie, ale czasem trzeba przekonywać początkujących wegan do warzyw, bo się zdarza, że ich wcale nie jedzą".

Weganki w ciąży muszą się dodatkowo uzbroić w cierpliwość i nauczyć radzić z ciągłymi pytaniami: czy dziecko urodzi się zdrowe? Czy tak można? Co na to lekarz? Bo zgodnie z powszechną opinią, jeśli jest ciąża, to musi być schabowy.

"Zdarzają się lekarze, którzy uważają, że wegańska ciąża to patologia, a oni się patologią nie zajmują - przyznaje Iwona Kibil. - Są też tacy, którzy mówią, że jeśli kobieta nie je mięsa, to nie może mieć dobrych wyników. No a gdy już się to nieszczęśliwe dziecko jakimś cudem urodzi żywe, to jak ono przeżyje z tą wegańską matką? No jak?".

 Daniel Grosset

PANI 9/2017

Tekst pochodzi z magazynu

Pani

Reklama

Najlepsze tematy