Przejdź na stronę główną Interia.pl

Dziewczyna, której nikt nie widział, cz.2 (kryminał, fragmenty)

Reklama

Studio telewizyjne mieściło się na czwartym piętrze. Nagranie zwykle trwało nieco ponad dwadzieścia pięć minut. Program był emitowany na żywo i przebiegał według ściśle określonego scenariusza. Zazwyczaj były prezentowane trzy reportaże, przybliżające sylwetki osób poszukiwanych. 

― Dobra, daj jeszcze trochę pudru, bo się nam tu świeci ― zawołał kamerzysta do makijażystki.

― Światła! ― krzyknął ktoś na planie.

 ― Cisza! Zaczynamy, czołówka i startujemy! ― wydał polecenie reżyser.

Tuż po czołówce na ekranie pojawiły się zdjęcia twarzy osób, które lektor spokojnym tonem komentował:

― Oto nasi odnalezieni: Kondrat Bartecki, poszukiwany w listopadzie i w marcu, wrócił do domu. Klaudia Szymańska skontaktowała się z rodziną, Remigiusz Krawczyński odnalazł się na terenie Grecji, Bogumiła Sarnecka, poszukiwana przez nasz program od dwutysięcznego czwartego roku, zadzwoniła do brata ― zakończył głos w studiu. Kamera skierowała się na prowadzącego speakera.

― Tomasz Kurant, witam państwa w programie „Kto kol wiek widział, ktokolwiek wie”, w którym poszukujemy i jak sami państwo widzieli przed chwilą, odnajdujemy ludzi zaginionych. Cieszy nas to niezmiernie, gdyż pokazuje to, że praca nasza ma sens i w imieniu rodzin odnalezionych, dziękujemy państwu za okazaną pomoc. Otrzymaliśmy bardzo miły list od brata pani Bogumiły Sarneckiej, która odnalazła się właśnie dzięki naszemu programowi. To jest list od pana Stanisława. Panie Stanisławie, dziękujemy za wszystkie ciepłe słowa skierowane pod adresem naszej redakcji. Staramy się po prostu czynić naszą powinność. A państwu przypominamy, że nasz telefon widoczny na państwa ekranie, jest od tej pory czynny i mogą państwo dzwonić do nas w każdej poruszanej przez nas sprawie. Mamy nadzieję, że i prezentowane dzisiaj osoby zaginione, uda nam się wspólnie odnaleźć. W dzisiejszym programie będziemy prezentować państwu sprawy dotyczące zaginięcia nastolatek i młodych kobiet na terenie naszego kraju. Gdyby szukać wspólnego mianownika łączącego te wszystkie zdarzenia z całą pewnością byłaby nim bezradność policji, która z różnych powodów nie jest w stanie wyjaśnić tych spraw do końca. Tym bardziej liczymy na państwa pomoc.  Przy okazji podkreślamy i przypominamy po raz kolejny, że policjant jest zobowiązany do natychmiastowego przyjęcia zgłoszenia o zaginięciu. Nie ma żadnego przepisu mówiącego o dwudziesto-cztero czy czterdziesto-ośmio godzinnej zwłoce, oczekiwaniu. Zatem po raz kolejny apelujemy do policjantów, aby nie lekceważyli członków rodzin chcących zgłosić zaginięcie i by sumiennie, z należytą starannością wykonywali swoje obowiązki ― powiedział redaktor do kamery numer cztery, a następnie dosiadł się do siedzących na kanapie gości.

― I cięcie! Mamy to ― krzyknął reżyser. ― Puszczamy materiał filmowy, raz, raz.

 Wyemitowano reportaż o zaginięciu młodej kobiety lat dwadzieścia siedem z Bydgoszczy. Po zakończonej prezentacji reporter przystąpił do rozmowy:

― A z nami w studiu są pani Hanna Zawadzka, mama zaginionej oraz Marcin, brat zaginionej, witam serdecznie. Proszę powiedzieć jaką osobą jest pani córka.

― Córka jest osobą spokojną, miłą, serdeczną. Chętna do pomocy. Nigdy nie sprawiała nam żadnych kłopotów wychowawczych. Angażowała się w życie innych, złego słowa nie mogę o niej powiedzieć. Naprawdę dobre dziecko z niej jest.

- Czy w ostatnich dniach przed zaginięciem córka zachowywała się w jakiś dziwny, budzący niepokój sposób?

- Nie, córka zachowywała się całkiem normalnie. Często dzwoniłyśmy do siebie i opowiadała mi co u niej. Nie skarżyła się na nic i dlatego myślimy, że ktoś musiał w jakiś sposób się do tego jej zaginięcia przyczynić.

- Czyli córka nie mieszkała z panią?

- Nie, córka już od kilku lat nie mieszkała z nami. Jak tylko wyjechała na studia do Bydgoszczy, tak mieszkała już na swoim, ale często dzwoniła, albo ja dzwoniłam do niej, także kontakt mieliśmy z nią stały. W weekendy jak miała sposobność to do nas przyjeżdżała. Przynajmniej raz, dwa razy w miesiącu była u nas.

- Czy córka mogła mieć jakieś problemy, zmartwienia, które mogły ją nakłonić do odejścia, zerwania kontaktu z bliskimi?

- Nie, wiadomo każdy ma jakieś problemy, ale nie miała żadnych takich problemów, które by ją mogły zmusić do takiej decyzji, żeby odejść tak bez zdania racji, bez słowa. Dla nas jest to niezrozumiałe i ktoś musiał w tym córce pomóc, bo sama tak z siebie, to by nigdy nie zniknęła. Córka miała plany na przyszłość, była ambitna i jeszcze wiele w swoim życiu chciała osiągnąć, założyć rodzinę, mieć dzieci, męża, swój dom.

- A proszę nam powiedzieć jak doszło do zaginięcia?

- Tego nie udało się nam ustalić. Wiemy jedynie, że córka była widziana w piątek rano. Normalnie wstała, porozmawiała ze swoją współlokatorką i siostrą, bo mieszkały razem we trzy, wynajmowały mieszkanie. Dziewczyny pojechały na weekend do domów, a ona została sama i jak wróciły w niedzielę po południu, jej już tam nie było. Myślały, że może gdzieś wyszła i wróci zaraz, ale tak też się nie stało.

- A czy tamtego dnia ktoś jeszcze widział pani córkę?

- Nie, nikt jej nie widział, ani sąsiedzi, ani panie z pobliskich sklepów nic sobie nie przypominały. Ślad po niej zaginął. Yyy, pytaliśmy panią sprzątaczkę, która tego dnia sprzątała klatki w tym bloku i ona też sobie nie przypominała, żeby córka wychodziła z mieszkania. Nikt nic nie widział.

- Proszę powiedzieć co w tej sprawie zrobiła policja?

- W zasadzie nic nie zrobiła. Policja uważa, że córka jest osoba dorosłą i mogła oddalić się bez słowa. Mówiono nam, że nie ma dowodów na to, żeby córka padła ofiara jakiegoś przestępstwa i że pewnie za jakiś czas się odezwie sama do nas, i że często tak bywa, że bliscy zrywają kontakt z rodzinami, a po jakimś czasie wracają, dają jakiś znak życia. Nie mniej jednak do tej pory nie udało się nam ustalić co się stało tamtego weekendu z naszym dzieckiem.

- A państwo się nie zgadzają z taką opinią policji czy też biorą ją pod uwagę, że taka sytuacja mogła mieć miejsce?

- Absolutnie nie. Córka była osobą odpowiedzialną i nawet jak się z nami umawiała, że danego dnia przyjedzie, a potem zmieniała plany, zawsze nas o tym informowała. Nie było takiej sytuacji, żebyśmy nie wiedzieli co się z nią dzieje - przerwała na chwilę, odsapnęła i kontynuowała. - Ja do tej pory zachodzę w głowę i mam żal do siebie, że tamtego weekendu nie zadzwoniłam do niej, nie spytałam czy wszystko w porządku, czy może jest chora czy coś innego. Nigdy sobie tego nie daruję, nigdy – powiedziała matka ocierając z policzka łzy.

- A kiedy po raz ostatni pani rozmawiała z córką?

- W czwartek przed zaginięciem, zadzwoniłam do niej, żeby podała mi przepis na ciasto bakaliowe, bo mąż chciał, żebym je zrobiła na niedzielę i nawet wtedy prosiła: mamuś, to daj Laurze, czyli siostrze, kawałek ciasta i dla mnie, to mi przywiezie. Bo ona bardzo lubi to ciasto. Mówiła, że musi jeszcze napisać jakieś sprawozdanie do pracy, a jak nie będzie przez weekend dziewczyn to posprząta w mieszkaniu i zrobi sobie Spa. To były jej ostatnie słowa, że sobie trochę odpocznie.

- Jak zareagowali znajomi na wiadomość o zniknięciu pana siostry? – zwrócił się redaktor do siedzącego obok mamy brata zaginionej.

- Wszyscy byli w szoku. Na początku myśleliśmy, że może pojechała odwiedzić koleżankę w Toruniu lub ciocię w Warszawie, ale jak zadzwoniliśmy do nich, okazało się, że jej tam nie było i w ostatnim czasie siostra się z nimi nie kontaktowała. Nikt nie wierzy, że ona sama, dobrowolnie wyszła i nie chce z nikim utrzymywać kontaktu.

- A co na ten temat mówią osoby z jej bliskiego otoczenia, te które z nią mieszkały na co dzień, czyli siostra i koleżanka?

- Mówią, że przez ostatnie tygodnie była trochę przygaszona, zmęczona, ale poza tym normalnie się zachowywała. Nie było niczego takiego niepokojącego.

- Czy pana siostra jest osobą skrytą, zamkniętą w sobie?

- Po niej od razu jest widać, że coś jest nie tak. Nie umie udawać i wystarczy na nią spojrzeć i już się wie, czy jest zła czy zadowolona. Nie jest osobą jakąś przesadnie skrytą lub zamkniętą. Opowiadała nam o swoich planach, często żartowała i się śmiała. Taka normalna, fajna dziewczyna. Nie wiemy komu przeszkadzała albo zawiniła. To, to jest dla nas wszystkich zagadką i pytaniem bez odpowiedzi. Szkoda nam tego wszystkiego, bo mogła jeszcze dużo dobrego zrobić dla siebie i dla innych.

- A proszę powiedzieć, czy córka miała przy sobie jakieś dokumenty, telefon komórkowy?

- Jak rozpoczęliśmy poszukiwania znaleźliśmy w mieszkaniu jej telefon komórkowy, portfel, kartę do bankomatu, pozostałe dokumenty, nie było tylko dowodu osobistego, a tak cała reszta była. Na szafce wisiały torebki, które ostatnio nosiła, w tym jej ulubiona, taka czerwona, także nie wiemy co się mogło stać i jakim cudem jest wszystko, a nie ma córki i jej dowodu.

- Tak, zagadkowe i jedno z najbardziej tajemniczych zniknięć jakie mamy okazję prezentować naszym widzom, gdzie jest wiele niedomówień i znaków zapytania, a przede wszystkim brak nam jakiegoś racjonalnego motywu zaginięcia państwa córki, siostry. Czy córka na coś chorowała, zażywała jakieś leki, była pod opieką jakiegoś specjalisty może?

- Tak, córka leczyła się na tarczycę i w ostatnim czasie leczyła się również dermatologicznie, bo miała krostki na buzi, ale leczenie zaczęło przynosić rezultaty i nawet córka się cieszyła, że do lata krosty znikną i będzie się mogła opalać, bo zażywając ten lek nie należy wystawiać skóry na bezpośredni kontakt ze słońcem. A tak poza tym córka była zdrowa, nie chorowała na nic takiego groźnego.

- Czy coś oprócz zgłoszenia na policji zrobili państwo w tej sprawie?

- Skontaktowaliśmy się z fundacją Itaka, która pomaga nam szukać siostry, daliśmy ogłoszenia do gazety, utworzyliśmy stronę internetową z informacją o zaginięciu. Szukamy jej również za pośrednictwem portali społecznościowych i przeglądamy bazę danych osób zaginionych. Zrobiliśmy na własną rękę badania DNA siostry, zabezpieczyliśmy materiał biologiczny, jej szczoteczkę do zębów. Na własny koszt zbadaliśmy jej DNA oraz DNA rodziców, dzięki temu możemy sami przeglądać policyjną bazę danych.

- A w jaki sposób można uzyskać dostęp do takiej bazy danych?

- Dostęp do policyjnej bazy danych osób o nieustalonej tożsamości zwłok i osób o nieustalonej tożsamości, można otrzymać z Itaki i tam każda rodzina, która zgłosi się do Itaki, uprzednio zgłosi zaginiecie bliskiej osoby, otrzymuje kod dostępu do tej bazy i może ją przeglądać.

- Rozumiem, że jak dotąd nie natrafili państwo na żaden ślad prowadzący do odnalezienia córki.

- Żaden panie redaktorze, na chwile obecną nikt nie jest w stanie nam powiedzieć co się z nią stało. Czy miała jakiś wypadek, czy ją porwano. Nikt, kompletnie nikt nic nie wie.

- Czy chciałaby pani coś powiedzieć  córce?

- Tak, córuś, wracaj do nas, do domu, my z tatą i twoją siostrą i bratem, my wszyscy czekamy na ciebie. I mamy apel, jeśli ktokolwiek widział naszą córkę lub wie o miejscu jej pobytu prosimy o kontakt. Apeluję do osób, które mogły uprowadzić moją córkę albo ją przetrzymywać, wypuśćcie ją na wolność, błagam was, wypuśćcie moje dziecko! – rozpłakała się matka.

- Jeśli ktoś z państwa wie coś o losie zaginionej, prosimy o telefon pod numerem dwadzieścia dwa, pięćset siedem, zero jeden, zero siedem. Jednocześnie zwracamy się z prośbą do policji w Bydgoszczy o wnikliwe przyjrzenie się tej sprawie, ponieważ istnieją przesłanki, iż kobieta może być przetrzymywana wbrew swej woli.

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje